Praca w domu – Programista Freelancer, Praca Zdalna

Praca zdalna, programista freelancer

To jest podcast Sprawny programista, odcinek 13. Dzisiaj porozmawiamy z Łukaszem Dominikowskim na temat pracy w domu jako freelancer.

Cześć, nazywam się Tomasz Woliński i w swoich podcastach opowiadam o IT z punktu widzenia programisty. Jeżeli zastanawiasz się, czy warto zostać programistą, jak wejść do branży, a być może chcesz rozwijać się, szukasz sposobu, by po prostu stać się lepszym programistą, to ten podcast z pewnością jest dla Ciebie.

Witam Cię w kolejnym odcinku nowej serii na blogu #SprawnyProgramista.Żeby być na bieżąco i niczego nie stracić, zachęcam Cię do obserwowania poniższych kanałów. Znajdziesz tam informacje o nowych odcinkach.
  1. Subskrybuj kanał na YouTube ➡ https://stormit.pl/syoutube
  2. Polub fanpage ➡ https://stormit.pl/facebook
  3. Dołącz do newslettera ➡ https://stormit.pl/newsletter
Teraz zapraszam do czytania i oglądania. Pamiętaj, że kolejny odcinek już niedługo.

Z tego odcinka dowiesz się:

  • kim jest i co robi freelancer;
  • jak wygląda standardowy dzień pracy osoby pracującej zdalnie;
  • jak zaplanować zadania i zorganizować dzień pracy freelancera;
  • jak unikać rozpraszaczy;
  • jak nie zwariować pracując z domu.

 

Cześć, do dzisiejszego odcinka zaprosiłem Łukasza Dominikowskiego. Łukasz jest programistą freelancerem i od kilkunastu już lat pracuje z domu. Dlatego ma bardzo duże doświadczenie w pracy zdalnej. Dla mnie ten odcinek ma ogromne znaczenie, ponieważ wreszcie miałem okazję zweryfikować swoje przekonania na temat pracy z domu, na temat pracy zdalnej, z osobą, która ma tak duże doświadczenie w tej kwestii. Cały odcinek jest dosłownie przesycony informacjami na temat pracy z domu, takimi praktycznymi poradami, co usprawnić, co można robić lepiej, ale również takimi tematami ogólnie związanymi z produktywnością, ponieważ, jak się okazuje, jeżeli człowiek jest sam odpowiedzialny za swoją pracę, sam sobie wyznacza zadania i sam później się z nich rozlicza, to zrobi naprawdę wszystko, żeby zrobić to jak najbardziej optymalnie i poświęcić trochę więcej czasu na swoje małe przyjemności.

Sponsorem dzisiejszego odcinka jest szkolenie Kierunek programista. To moje autorskie szkolenie, w którym pomagam ludziom wejść do branży IT, tak żeby mogli pracować na stanowisku programisty lub na innym pokrewnym stanowisku. Jeżeli interesuje Cię ta inicjatywa, to zachęcam do odwiedzenia strony kierunekprogramista.pl. Tam znajdziesz wszystkie niezbędne informacje na ten temat, a uchylając trochę rąbka tajemnicy, powiem tylko, że w najbliższej edycji Łukasz dołączy do nas jako jeden z mentorów i – nie przedłużając już – zapraszam do wysłuchania naszej rozmowy.

Cześć, Łukasz. Fajnie, że udało nam się spotkać. Witam cię w podcaście. Powiedz nam, proszę, coś o sobie, przedstaw się słuchaczom. Może nie wszyscy jeszcze zdążyli Ciebie poznać.

Chyba jeszcze nie wszyscy. Dzień dobry, jestem Łukasz Dominikowski, generalnie gość od liczników, ofert jednorazowych, one-time offer, więc jak coś w tym temacie, to do mnie. Poza tym też programuję od ponad dziesięciu lat i staram się robić to dość efektywnie. I dzisiaj chyba się na tym też skupimy.

No nie bądź taki skromny. Z tego, co Cię znam, to człowiek orkiestra, tak naprawdę od wszystkiego. Zanim przejdziemy do naszego tematu dzisiejszego, powiedz nam, proszę, może coś, co nas zainspiruje. Co ostatnio ciekawego przeczytałeś? A może jakiś podcast oglądałeś? Coś, co byłoby takiego ciekawego, inspirującego.

No coś z ostatnich tematów, co mnie zaciekawiło, co zainspirowało, to zrobienie sobie w końcu badania talentów Gallupa. Długo miałem to na liście, w końcu udało się to zrobić i efekt bardzo, bardzo ciekawy. Ciekawych rzeczy o samym sobie się dowiedziałem i też zrozumiałem, że nie wszyscy muszą myśleć tak jak ja i mogą totalnie inaczej sobie do różnych spraw podchodzić. No i można zrozumieć dzięki temu sposób, w jaki ja działam, i dalej pracować nad tymi talentami, rozwijać je, usprawniać, wykorzystywać dla siebie jak najlepiej.

Co to jest badanie Gallupa?

A jak mógłbyś może rozwinąć samo pojęcie – co to jest to badanie Gallupa, bo myślę, że nie wszyscy spotkali się z nim wcześniej.

To jest taka ocena osobowości danej osoby na podstawie talentów, a talenty to są właśnie takie wzorce myślenia, wzorce zachowania i to, jak reagujesz na pewne sytuacje, jak je realizujesz. Coś takiego jest wyróżnione i fajnych rzeczy można się o sobie dowiedzieć.

OK, ale dowiedzieliśmy się, że mamy jakieś talenty, mamy jakieś mocne, ewentualnie słabe strony, ale jak jesteśmy w stanie to wykorzystać, co jesteśmy w stanie zrobić z tą wiedzą, w szczególności w kontekście tego, że jesteśmy programistami?

No ja jestem na początku tej drogi, nie rozwijałem jeszcze swoich talentów, ale można nad tym pracować i wykorzystywać jak najbardziej te mocne strony dla siebie, chociażby ja mam np. w pierwszej piątce taki talent, jak ukierunkowanie i dyscyplina. I myślę, że one pomagają być programistą, w tym specyficznym fachu, więc można to rozwijać, a może się okazać, że jak ktoś ma inne talenty na samym szczycie, to może lepiej by się czuł jako analityk albo project manager, a niekoniecznie jako programista stukający tylko kod.

Spotkałem się z takim stwierdzeniem, że w ramach zespołu czasami robi się właśnie test Gallupa dla członków, żeby później odpowiednio dobierać te osoby do zespołu, żeby one w jakiś sposób się uzupełniały.

Ale nawet w rekrutacji na niektóre stanowiska słyszałem, że pracodawca zleca zrobienie takiego testu i na tej podstawie właśnie dalej kandydat przechodzi albo nie, albo jest dobierany gdzieś.

Już wiele razy słyszałem o tym teście od wielu osób, już kilkukrotnie nawet przymierzałem się, żeby go zrobić, ale niestety cały czas jeszcze czeka na liście rzeczy do zrobienia. OK, ale nie spotkaliśmy się dzisiaj po to, żeby rozmawiać o badaniu Gallupa. Zaprosiłem Cię, żebyśmy porozmawiali trochę o tym, czym zajmujesz się zawodowo, żebyśmy porozmawiali o tej pracy z domu, pracy zdalnej, ale z punktu widzenia freelancera. Może zacznijmy najpierw od takiego wprowadzenia.

Na czym polega praca freelancera?

Kim właściwie jest freelancer i na czym polega Twoja praca?

No nie sprawdzałem w Wikipedii. Moja definicja jest taka, że to jest ktoś, kto właśnie tak od projektu do projektu sobie skacze, nie ma jakiegoś stałego jednego klienta, nie ma stałego źródła dochodu, tylko właśnie od projektu do projektu. A czy pracuje… zazwyczaj to też się wiąże z tym, że związane jest właśnie z kimś, kto może pracować z domu zdalnie. I to się tak wszystko wiąże.

Też miałem kiedyś taki epizod pracy jako taki typowy freelancer. Jak skończył się jeden z projektów, zanim poszedłem na stałe do drugiej firmy, to zrobiłem sobie na próbę takie cztery miesiące właśnie pracy jako freelancer. Zarejestrowałem się na tym słynnym portalu freelancer.com. I przychodźcie do mnie zlecenia, teraz ja będę pracował jako freelancer. No to był bardzo trudny okres, szczególnie pod względem finansowym. A całkowicie się załamałem w momencie, kiedy klient, z którym współpracowałem, odezwał się do mnie i powiedział, że znalazł kogoś dziesięć razy tańszego ode mnie i dla mnie to był po prostu już definitywny koniec tej formy współpracy. W momencie, kiedy trzeba właśnie konkurować z Azjatami ceną, jest naprawdę bardzo ciężko.

Jest kilka etapów, bym powiedział, w rozwoju freelancera. Najpierw się łapie wszystko, co leci, żeby cokolwiek zarobić, mieć jakiś ruch i w ogóle jakieś przychody. Potem już można sobie wybierać jakieś lepsze zlecenia, a na koniec, jak ja kończyłem, no to już brałem tylko tak naprawdę najlepsze, takie naprawdę grube projekty i nie konkurowałem ceną zdecydowanie.

To zdecydowanie jest ślepa uliczka. Dla mnie to nie skończyło się najlepiej, ale muszę przyznać, że bardzo doceniam tamten okres, bo naprawdę dużo się nauczyłem. Nie tylko pod względem technicznym, ale właśnie takiej pracy jako freelancer i też kontaktu trochę z ludźmi, z potencjalnymi klientami.

Jak wygląda dzień pracy freelancera?

Mógłbyś powiedzieć, jak wygląda taki twój standardowy dzień? No wiesz, w biurze jest to dosyć proste. Przychodzimy do pracy, najczęściej mamy też w miarę sztywne godziny, dostajemy jakieś zadania od naszego przełożonego. Później też musimy mu zaraportować, co zrobiliśmy. A jak to wygląda u ciebie? Kto ustala Ci takie zadania? Kto później je weryfikuje?

Jeśli chodzi o ustalenie zadań, to w tych własnych tematach, własnych projektach, to zazwyczaj ja sam sobie ustalam, ewentualnie od asystentki coś dostaję do zrobienia. W zleceniach takich projektowych też sam ustalam, ale raczej z góry są już tam zaplanowane, zaprojektowane rzeczy do zrobienia, a weryfikacja tego tak naprawdę odbywa się przy oddaniu projektu. Klient sprawdza, czy wszystko jest tak, jak być powinno. Zazwyczaj dostaję takiego długiego maila z listą rzeczy do poprawienia, a w pracy na roboczogodziny, bo też tak pracuję, gdzie dosłownie oddaję swoją roboczogodzinę klientowi, no to już przeszliśmy poziom wyżej, pracujemy w Asanie, więc tam delegujemy sobie zadania, jest komunikacja poprzez zadania i poprzez komentarze, więc to jest bardzo super rozwiązanie. Więc tam ja dostaję zadanie od klienta, zrobię, odsyłam klientowi i w ten sposób to weryfikujemy.

Jak ludzie reagują na pracę freelancera?

Dosyć ciekawie to wygląda. Rysuje mi się jeszcze jeden temat, jak inni ludzie reagują na taką informację, że pracujesz zdalnie całą dobę. Wiesz co, z boku, jak ktoś na to patrzy, to może dosyć dziwnie wyglądać. Jest sobie taki gościu, jeździ samochodem, może jeszcze ma wypasioną chatę, a w ogóle nie wychodzi z domu, nie wychodzi do biura. Ja osobiście spotkałem się z takim stwierdzeniem, niestety kilkukrotnie, że skoro pracujesz przy komputerze i jeszcze robisz to zdalnie, to tak naprawdę w ogóle nie pracujesz. Jak to u Ciebie wygląda?

Właśnie słyszałem ostatnio, że listonosz tam pytał kogoś, co ten Łukasz robi, że on ciągle jest w domu, ciągle mi otwiera. No właśnie, ludzie chyba nie rozumieją tego i nie są w stanie zrozumieć, tego pojąć. Więc jak mówię, a potem próbuję tłumaczyć, co tak naprawdę robię, to tylko potakują głową i tak naprawdę nie są w stanie tego ogarnąć, no bo, przyznajmy, dla przeciętnego człowieka to, co robimy, jest takim kosmosem. My żyjemy w jakimś mikroklimacie, gdzie dla nas to wszystko jest normalne.
Tematy programowania, pracy zdalnej są dla nas normalne, więc posługujemy się tym swobodnie, ale nie każdy jest w stanie to ogarnąć. No i chyba trzeba to zaakceptować. Po prostu nie ma sensu tego tłumaczyć. Najważniejsze, że się robi coś fajnego, ciekawego, da się z tego żyć, tak mi się wydaje.
Ja potwierdzam, moi sąsiedzi też bardzo szybko nauczyli się, do kogo trzeba zadzwonić, żeby odebrać paczkę, Tomek zawsze siedzi w domu, tak, i można do niego odesłać kuriera. Jakiś czas temu miałem taką ciekawą sytuację w tym kontekście. Córka, jak była w zerówce, to na jednych z zajęć miała napisać taką historię, czym zajmują się jej rodzice. I o ile jeszcze z mamą nie miała jakiegoś tam większego problemu, całkowicie wyłożyła się na mnie i całkowicie tego nie byłem w stanie zrozumieć, bo tyle razy ja ją zabierałem do siebie do biura i pokazywałem, co robię. Rozmawialiśmy o tym, a mimo wszystko nie była w stanie zrozumieć. Nawet w takim małym dziecku było już to przeświadczenie, że jak praca, to się wychodzi. Kiedyś, gdy opowiadałem dokładnie tę historię jednej z naszych dobrych znajomych, mimo że już od wielu lat nas znała, to tak spojrzała na mnie i tylko powiedziała, że właściwie ona też totalnie nie rozumie, na czym ta moja praca polega. Zna mnie tyle lat, ale nie wie właściwie, jak ja pracuję. To tylko pokazuje, że nawet dorosłym ludziom bardzo ciężko jest zrozumieć taki model pracy zdalnej.

Jak organizować sobie pracę z domu?

Przechodząc dalej… wiem, że bardzo mocno interesujesz się tematem produktywności. Jest to wręcz taki twój konik. Swoją drogą to tak naprawdę też jest konieczność w twoim wypadku, jeżeli nie masz szefa. Powiedz nam trochę, jak radzić sobie z tą pracą w domu, jak się sam organizujesz, tak właśnie pod kątem produktywności.

Rytuały

Ta produktywność, to zainteresowanie wynika właśnie z tego, że bywałem i wciąż potrafię być czasem bardzo nieproduktywny. I stąd ten cały system właśnie powstał, to moje zainteresowanie tym tematem, żeby jak najlepiej tutaj działać. Może zacznijmy od rytuałów. Na początek bardzo ważna rzecz. Lista zadań dzień wcześniej.
Wiem, że dla niektórych to jest wciąż temat totalnie obcy, żeby zrobić sobie listę zadań, tym bardziej jeszcze dzień wcześniej, żeby rano się obudzić i już móc działać, żeby już wiedzieć, co będziemy robić, a żeby już nawet dzień wcześniej przed zaśnięciem oswoić się z tym, co będziemy robić. Więc to jest bardzo ważna rzecz, że rano siadam i już wiem, co robię. I ja mam też coś takiego, że od rana te tak zwane najobrzydliwsze żaby pożeram, czyli te najgrubsze tematy, najtrudniejsze. Mnie akurat taki tryb odpowiada, mam wtedy najwięcej energii i w ten sposób działam, więc tak sobie planuję, że od góry są te najcięższe, najtrudniejsze zadania. Ale zanim do tej pracy przejdę, też mam tam rytuały różne, więc jak wstanę tam około godziny szóstej, robię sobie medytację, afirmację, siłownię, potem trzeba psa wyprowadzić, więc trochę powietrza, trochę słońca, to jest taki idealny poranek, potem coffee buffet i można dopiero siadać do pracy.

Ale ile czasu, tak mniej więcej, te poranne rytuały Ci zajmują? Wspomniałeś o medytacji, wspomniałeś o jakichś ćwiczeniach jeszcze, wiesz, wyjście na dwór – to brzmi jakbyś tam pracę koło południa zaczynał.

No nie, jak o szóstej wstanę, jeśli ładnie wszystko bez problemu wyjdzie, to o ósmej już siedzę, jak tutaj teraz, i zaczynam tam kodować coś. Dwie godzinki.

To i tak nieźle. Ja próbowałem też zaczynać dzień od tych trudniejszych zadań, natomiast w moim przypadku nie były to dwie godziny od wstania, tylko raczej pół godziny. I zauważyłem, że wtedy dosyć ciężko jeszcze mi się skupić nad tymi zadaniami, bo człowiek jeszcze jest taki nie do końca przytomny. Stąd czasami stosuję jakieś lżejsze zadania na rozgrzewkę.

Wypróbuj sprawdzone rytuały:

  • przygotuj listę zadań dzień wcześniej;
  • najpierw zajmij się najcięższymi tematami;
  • wypróbuj poranną medytację, poćwicz na siłowni, zażyj trochę powietrza – jaki poranek taki cały dzień;
  • pracuj w blokach, wykorzystaj metodę pomodoro;
  • wybierz odpowiednią aplikację do planowania – zaplanuj 70% czasu.

 

Aplikacje dla freelancera

A w kontekście tych rytuałów, wspomagasz się może jakimiś aplikacjami lub jeszcze innymi sposobami, żeby jakoś to tak lepiej ogarnąć, lepiej spiąć. Ja wiem, że dosyć łatwo jest zaplanować swój dzień na kartce. Mówi się, że papier wszystko przyjmie, aplikacja również, ale jak później to wprowadzić w życie?

Jak już zaczynam pracę, praktykuję pracę w blokach i pomodoro. Idea pomodoro jest taka, że pracujesz 25 minut, robisz 5 minut przerwy. I tak kilka takich bloków, potem dłuższa przerwa. Ja od rana, jak mam dużą energię, to robię po godzinie. Godzinne bloki, 10 minut przerwy, wtedy przygotowuję jakiś tam kolejny napój na kolejną godzinę. I tak do 12 po godzinie. Takie bloki robię po południu, robię sobie wtedy półgodzinne bloki i przerwa, bo jest ciężej. I mam jakąś prostą aplikację na maku, tutaj u góry mi się wyświetla, zegar odlicza całe pół godziny. To jest to bardzo pomocne narzędzie i drugie chyba takie bardzo pomocne to Nozbe i Asana, gdzie mam tę listę zadań do zrobienia, używam obydwu, bo w Nozbe bardziej organizacyjne, strategiczne zadania mam, czy też bardziej prywatne, i w moich tematach, a w Asanie są te, które deleguję np. asystentce czy innym osobom i też te projektowe z klientem, więc w zasadzie bez Asany to nie miałbym po co rano wstawać do pracy, bo nie wiedziałbym, co jest do zrobienia.

Jak już zaczynam pracę, praktykuję pracę w blokach i pomodoro. Idea pomodoro jest taka, że pracujesz 25 minut, robisz 5 minut przerwy.

Czyli takie prywatne rzeczy też trzymasz w swoich zadaniach?

Tak, zdecydowanie, Nozbe to w ogóle była rewolucja, jak prywatne rzeczy też zacząłem trzymać w takim systemie

Mistrz produktywności, jeżeli chodzi o pomodoro. Ja też swego czasu próbowałem trochę pracować z tą techniką, natomiast muszę przyznać, że w moim przypadku nie do końca się to sprawdzało, ponieważ tam jakby w założeniach jest ten stały czas – czy to 25 minut domyślnie, czy potencjalnie, jak ktoś sobie to zmodyfikuje. Natomiast w momencie, kiedy pracowałem w domu, szczególnie z dziećmi, to sporo było takich przerywników. I bardzo się gubiłem. I można powiedzieć, że łapałem każdą wolną chwilę, żeby tylko popracować, a nie patrzyłem na jakieś sztywne ramy. Ale to też był dosyć specyficzny przypadek.

Też trzeba wziąć pod uwagę, że ja nie mam dzieci, mam tylko żonę w domu, która wyjeżdża do pracy na wiele godzin, więc naprawdę mam komfort pracy, więc też mogę przez swój pryzmat tylko na to patrzeć. Ty mógłbyś się może nawet bardziej wypowiedzieć w pewnych kwestiach.

Jak zaplanować dzień pracy w domu?

A do tego tematu jeszcze wrócimy za jakiś czas. A powiedz mi, jak dokładnie planujesz sobie taki dzień czy tydzień. Czy rzeczywiście masz każdą minutę zaplanowaną, czy zostawiasz sobie tam trochę czasu na taką spontaniczność?

Nie nazwałbym tego spontanicznością. Bardziej planuję sobie czas na niezaplanowane zadania. Jak kiedyś tych projektów było bardzo dużo, to po pierwsze planowałem powiedzmy 70% czasu i to zarówno w skali tygodnia, gdzieś do środy, do czwartku planowałem sobie tydzień, a piątek, sobota już były wolne, bo wiedziałem, że i tak będzie, co wtedy robić i tak samo dzień też planuję na 70% czasu, a reszta to wiem, że coś tam wypadnie, chociażby jak tylko otworzę maila, to już będzie co robić, więc to na pewno pomoże. Nie da się zaplanować w stu procentach każdej minuty w ciągu dnia.

Nie da się zaplanować w stu procentach każdej minuty w ciągu dnia.

Zdecydowanie słuszna uwaga. Też się tutaj zgadzam, jeżeli chodzi o samo planowanie. Już u siebie zauważyłem taką tendencję, że bardzo lubię planować rzeczy, więc ja mam u siebie plany jakieś tam roczne, miesięczne, tygodniowe i dzienne. Zauważyłem, że w momencie, kiedy już planuję, kiedy właśnie wkładam te zadania u siebie do kolejki, to czuję już taką minimalną satysfakcję, prawie jakby udało mi się zrealizować to zadanie. No niestety później przychodzi rzeczywistość i czasami trzeba te plany weryfikować. Ja też się pilnuję, żeby zbyt dużo czasu nad tym planowaniem nie spędzać.

Dokładnie, ale ważne, że jest coś spisane, jest na papierze czy w aplikacji, to może nie od razu, ale kiedyś zostanie zrealizowane, już w głowie nie ciąży, co też jest istotne.

Jak pokonać rozpraszacze?

Jeżeli chodzi o taką produktywną pracę, to bardzo często poruszany też jest temat różnego rodzaju rozpraszaczy. Jeżeli pracujemy w biurze, to takie główne rozpraszacze to na pewno kolega obok przy biurku, jakieś wyjście na lunch, wyjście do kuchni na herbatę, social media itd. Jak to w twoim przypadku wygląda?

No tak, tak, rozpraszaczy też jest cała masa. Social media… to jest straszne. Ja ostatnio nawet telefon wynosiłem do garażu, żeby był w ogóle poza zasięgiem wzroku, nawet podczas przerwy, żebym na niego nie zerkał, bo jak nawet tylko coś się weźmie sprawdzić, to po prostu polegniesz, popłyniesz i przegrasz, i nie ma mowy, więc trzeba sobie to środowisko ogarnąć, ułatwiać, żeby nam to nie przeszkadzało. Z ludźmi nie mam takiego problemu. Ale mam też taką zasadę, żona wie, że do 12 jest mój czas na pracę i czasem wejdzie, ale wie, że nie może mi wtedy przeszkadzać, więc taka oficjalna informacja od dobrych kilku lat się sprawdza też. Jeśli chodzi o te różne rozpraszacze wirtualne, czyli jakiś Facebook lub jakieś zakazane strony, to są takie wtyczki do blokowania tych stron i koniecznie ich używam, żeby mnie nie kusiło. News feed na Facebooku też jest zablokowany i nawet jest taka aplikacja Self Control na maka, gdzie ona z poziomu sieciowego wycina te zakazane adresy, więc nawet wyłączenie aplikacji, zamknięcie jej czy restart komputera nie pomaga, bo to się po prostu na określony czas ustawia, a więc to też dobre zalecenie.

Ale to tak sam siebie ograniczasz w tej kwestii?

Tak, zdecydowanie jest to konieczne, bo nawet jak rano wstanę… teraz już tego nie robię, bo wiem… ale wchodziłem i widziałem jakąś tam wiadomość na Messengerze, że jest. Otwieram więc i czytam, o kurcze, jakiś problem, coś tam, coś tam. I już zostaję totalnie rozproszony, już próbuję się zająć tym problemem, zamiast robić to, co było do zrobienia.  Już nawet nie dostaję powiadomień na telefon, no bo wiem, że to mnie może rozproszyć. Tak samo e-mail, nie ma nic gorszego niż zacząć dzień pracy od sprawdzenia maila, tam zawsze jest dwadzieścia jakichś tematów z zadań pilnych i ważnych do zrobienia.
Zdecydowanie nie sprawdzam poczty z rana, żeby mnie to nie rozpraszało.
Jeżeli chodzi o sprawdzanie poczty, ja swego czasu też miałem niestety z tym problem. Zwróciłem na to uwagę w momencie, kiedy rzeczywiście każdy dzień kończyłem sprawdzeniem poczty. Sprawdzałem pocztę przez telefon, który był obok łóżka. Idziemy spać i pierwsza rzecz po przebudzeniu się to telefon do ręki – to jest straszne. Całe szczęście w tym momencie udało mi się już pozbyć tego nawyku, a jak trochę szukałem wtedy informacji na ten temat, to znalazłem badania na temat snu ludzi i okazało się, że właśnie przez te nawyki znalazła się firma, która przeprowadziła badania snu ludzi, zakrojone na bardzo dużą skalę, i właśnie wykorzystali do tego smartfony. Podobno są to najdokładniejsze badania snu ludzkiego na chwilę obecną.

Do snu ja też używam aplikacji takiej, włączam sobie na noc, a ona mi monitoruje sen, analizuje fazy snu i rano mnie wybudza w tej najpłytszej fazie, żebym czuł się dobrze wyspany. Ale to odrębny temat na kolejny podcast.

Produktywność freelancera?

Jeżeli chodzi o produktywność, został nam jeszcze jeden temat do omówienia, a mianowicie właśnie to, jak radzić sobie z produktywnością, pracując w domu, jeżeli ma się dzieci, zwłaszcza jeżeli ma się małe dzieci. No i tutaj ja na chwilę przejmę pałeczkę, bo mam trochę większe doświadczenie w tej kwestii, a można powiedzieć nawet, że podwójne doświadczenie. Teraz moja dwójka to sześciolatek i dziewięciolatka. I o ile w momencie, kiedy dzieci jeszcze chodziły do przedszkola i do szkoły, to nie było to jakimś tam większym wyzwaniem, po prostu rano trzeba było rozwieźć dzieci, później je odebrać, a środek dnia miałem na swoją pracę, to teraz żyjemy w trochę innej sytuacji, mamy czas pandemii, wszyscy siedzimy w domu i pod wieloma względami jest to trudna sytuacja również pod względem pracy. O ile dzieciaki można przez pół godziny przytrzymać cicho, no to żeby chociaż przez pół dnia dało się popracować, to jest bardzo ciężko. Ja tutaj ratuję się na wszelkie możliwe sposoby.

Przede wszystkim zacząłem dużo wcześniej wstawać, w momencie kiedy dzieciaki jeszcze śpią, cała rodzina śpi, ja mam już dwie godziny pracy zaliczone. I tak samo wieczorem, dzieciaki idą do łóżka, dzieciaki idą spać, a ja znowu wracam do komputera, żeby popracować. Nawet dzisiaj, żeby nagrać ten podcast, to wcześniej musiałem się z żoną dogadać, żeby trochę szybciej dzieciaki położyła. Dzieciaki siedzą teraz w łóżku, bajkę im żona czyta, my możemy tutaj ponagrywać. Nie jest to łatwe, ale jakoś trzeba sobie radzić. Tutaj dla mnie bardzo dużą pomocą jest żona, myślę, że gdyby nie jej pomoc, to nie byłoby po prostu szans, żebym jakoś ogarnął tę pracę. I trzeba też powiedzieć, że mam całkowicie niezależny pokój, gdzie mogę się zamknąć i popracować, co prawda to są tylko drzwi, więc jeżeli dzieciaki chcą, to przyjdą i zaczną walić. Tutaj nie nie ma siły, a już kilkukrotnie tak się zdarzyło, że jestem na jakimś ważnym spotkaniu i słyszę walenie: “Tata, obiad” albo “Tata, gdzie jest moja zabawka?”. Tak wyglądają realia pracy z domu z małymi dziećmi i choćbyś nie wiem, ile razy tłumaczył, prosił, to zapomną po prostu. I nic na to tak naprawdę się nie poradzi.

Dorosłemu nie jesteś w stanie wytłumaczyć, to tym bardziej dziecku.

Ja już trochę się zdradziłem z tym, że mam kłopoty z godzinami pracy, czyli pracuję tak naprawdę prawie cały dzień, bo zaczynam o szóstej, a kończę nawet gdzieś tam blisko północy. Tak się zdarza. Jak u ciebie to wygląda? Udaje ci się trzymać taki reżim godzin pracy?

Ja już wyszedłem z tego trybu, kiedy kończyłem po północy, to bardzo dawno z tego wyszedłem i sprawdza się u mnie to, że jak sobie ustalę max pracę do 18 czy 19, zależy, no to jest lepiej, bo wtedy kończę wcześniej i potem mam czas na chwilę offline, poczytać, czy coś tam innego robić, lepiej się zasypia, lepszy jest sen, lepiej się wstaje kolejnego dnia, a jest też większa presja, że mam ustawiony limit, ową godzinę ostateczną do 18. Muszę do tej godziny się wyrobić i sprężam się lepiej w ciągu dnia, żeby to właśnie zrealizować.

Ale nie kusi Ciebie, żeby mieć jeszcze te pół godziny chociaż, trochę popracować po 18 albo, nie wiem, sprawdzić jeszcze maila albo jakąś małą funkcjonalność dopisać?

Tak, zdarza się, szczególnie jak robię jakieś własne tematy. No to jak się wkręcę, to ja w ogóle zapominam o tym, co mnie otacza, dopiero jak czuję, że się odwadniam, to znaczy, że muszę wstać. Zdarza się, ale generalnie staram się trzymać, bo to daje mi wartość ogromną.

Nie dziwię się, rzeczywiście cały czas mam z tym problem. Staram się też taką sztywną godzinę sobie wyznaczyć, kiedy zamykam ostatecznie komputer, ale u mnie to jest 22, a nie 18. Ale to też troszeczkę inne realia rzeczywiście. Przechodząc do kolejnego tematu… A jak robisz sobie jakieś przerwy od tej pracy, ponieważ, wiesz, sam jesteś dla siebie tak naprawdę panem, sam jesteś dla siebie przełożonym, więc do kogo zgłaszasz się po urlop, jeżeli np. chciałbyś spędzić sobie tydzień na jakimś wyjeździe? Tydzień spędzić czy weekend sam na sam z żoną, gdzieś wyjechać. Z kim musisz takie sprawy załatwiać?

Nie no, urlop jest dla cieniasów, bez przesady. Ale taki dzień wolny, weekend wolny, no to jak najbardziej doceniam i ostatnio zaniedbałem bardzo, bo tak wszystko sprzyjało temu, żeby nawet w niedzielę sobie popracować troszkę. Przesadziłem do tego stopnia, że się wypaliłem i wracam teraz ostro do tego, żeby zachować sobie ten dzień wolny.

U mnie niedziela jest totalnie wolna, nie otwieram komputera i wieczorem właśnie kończę o 18, więc wieczór jest wolny i wtedy można odpocząć, umysł odpoczywa, można sobie pomyśleć o niczym. Wtedy przychodzą najlepsze pomysły, można sobie poczytać czy porobić coś offline. To jest taka regeneracja na kolejny dzień, więc u mnie jak najbardziej to się właśnie sprawdza w takim trybie..
Podczas samej pracy pracujesz w totalnej ciszy? Są różne podejścia. Spotkałem się z takimi osobami, które nie są w stanie pracować, jeżeli np. coś im tam z tyłu ucha nie szumi albo nie gra jakaś ulubiona muzyka. Ja osobiście tutaj stosuję słuchawki wygłuszające i bardzo często leci jakiś Brain.fm lub jakieś inne brzdąknięcia, żeby też trochę zagłuszyć te myśli i te wszystkie rozpraszacze.

Ja strasznie się boję ciszy i nie potrafię w ciszy pracować, a nawet jakoś tak mi się wyrobił taki nawyk, że bez założonych słuchawek nie potrafię pracować, jakoś tak czuję dyskomfort. Totalnie dziwne, ale tak mam, Brain.fm u mnie króluje jak najbardziej. Od rana, jak mam deep work, to genialne to jest. On wprowadza podobno mózg na jakieś wyższe częstotliwości, które wspierają właśnie tę pracę w koncentracji. To jest bardzo skomplikowane, ale działa, jest OK. Próbowałem wcześniej chyba wszystkiego, co się dało, jakieś różne dziwne dźwięki z kawiarni czy tam jakieś dźwięki lasu itd., ale jak się tego dużo słucha, to już po prostu to się zapętla, jesteś w stanie już wyczuć, co będzie dalej. To jest przekomiczne. Generalnie najlepiej słuchać jest czegoś, nawet jeśli muzyki, to jakiejś tylko instrumentalnej, która nie ma słów, żeby ona nie rozpraszała. Jak ma słowa, to je tam podświadomie zaczynasz analizować. A jak jest fajna piosenka, to sobie sprawdzasz tytuł albo wykonawcę i próbujesz wrócić do tej piosenki i to już się robi problem, więc Brain.fm jak najbardziej.

Ja przez pewien czas słuchałem po prostu muzyki klasycznej, ale rzeczywiście teraz też przeszedłem na Brain.fm. Ale co jakiś czas eksperymentuję, żeby jakieś tam też nowe rzeczy potestować.

No ja nie ukrywam, że też lubię sobie czasem wrócić i taki ostry metal troszeczkę głośniej i to też mnie wprowadza w jakiś taki trans. Ale to już do takiej lżejszej pracy.

Co to jest praca głęboka?

Ja z kolei bardzo na różnego rodzaju wdrożenia, szczególnie jak jest jakiś wdrożenie na produkcję, wtedy jakaś taka mocniejsza muzyka tak, wtedy się najlepiej pracuje. Poruszyłeś jeszcze jeden temat, który chciałbym rozwinąć. Wspomniałeś o czymś takim, jak deep work. Mógłbyś powiedzieć kilka słów, co to właściwie jest, i jak się wprowadzasz w taki stan, już trochę zdradzając, co to jest.

Deep work, jak sama nazwa wskazuje, jest to taka praca głęboka, to jest bardzo trudny temat, bo czasem, coś sam wiem, bo tak było kiedyś, siedziałem od rana do wieczora, a tak naprawdę nie zostało nic zrobione, mimo że cały czas byłem czymś zajęty, więc właśnie od rana sobie ustalam te godziny pracy głębokiej na te najtrudniejsze zadania, te, które wymagają największego zaangażowania. Ale to jest właśnie praca w takim totalnym skupieniu tylko na tym jednym jedynym zadaniu, które jest do zrobienia bez jakichś innych rozpraszaczy, co ważne. Więc nie sprawdzam wtedy maila, nie odpisuję na nic, tylko robię to, co jest do zrobienia. No i ważne, żeby to było właśnie takie zadanie, a nie sprawdzanie maila, bo sprawdzić maila to można sobie na koniec dnia, bo to nie wymaga jakiegoś zaangażowania mózgu. Więc właśnie żeby to były te najbardziej wymagające rzeczy.

Tak, jest coś w tym pełnym skupieniu, mamy deep work i w pewnym momencie dzwoni telefon albo ktoś wchodzi do pokoju i czar prysł. To jest bardzo ciężki temat.

Podobno do 20 minut nawet trwa wprowadzanie się z powrotem na ten tryb dobrego skupienia.

Jeżeli chodzi o pracę jako freelancer, ja się spotkałem z dwoma takimi określeniami, chciałbym spytać się Ciebie, jak to w twoim wypadku wygląda, ponieważ niektórzy mówią, że to jest taka praca marzeń. Nie masz szefa, sam ustalasz sobie zasady. Wstajesz, kiedy chcesz, sam sobie wybierasz, co robisz, jakie projekty. To jest jedna strona, a z drugiej strony spotkałem się z takim określeniem, że co prawda nie masz jednego szefa, ale masz wielu klientów. Czyli można powiedzieć, że masz wielu szefów, bo musisz zadowolić wiele osób. Co uważasz na ten temat?

Tak, jak miałem bardzo wielu klientów i musiałem zadowolić wiele osób, to tak było, ale nigdy nie było tak, że ktoś mi narzucał jakieś sztywne godziny pracy. Zawsze była ta wolność i to po mojej stronie leżało to, żeby sobie poukładać ten dzień i te 17 projektów ogarnąć w ciągu tygodnia. Więc niby każdy jakąś tam presję wywiera, jakiś termin i tak dalej, ale jednak w takim trybie pracy to ty jako freelancer jesteś tym panem siebie samego.

No 17 projektów to już robi wrażenie. Rozumiem, że to było 17 projektów realizowanych jednocześnie?

Tak, to był taki rekord. Pamiętam, że miałem nawet taką karteczkę wypisaną, bo nie byłem w stanie tego spamiętać, musiałem je mieć na karteczce przy kalendarzu, ale to był taki skrajny przypadek.

Bo to jest na pewno bardzo ciężkie. Tak pracować i samemu wybierać sobie te zadania, zwłaszcza jak masz siedemnaście projektów. Pracując w jakimś projekcie w takiej standardowej pracy, nazwijmy to w biurze, bardzo często mamy jakiegoś przełożonego, jakiegoś menadżera czy lidera, który jednak stara się, żebyśmy nie mieli zbyt dużo tych zadań i ustala nam w jakiś sposób priorytety. Tutaj jednak sam musisz sobie ustalać te priorytety.

Tak, ale każdy projekt zazwyczaj ma jakiś deadline określony, jest umowa, są kary umowne itd., więc trzeba się z tego wywiązać. Czasem się weźmie za dużo tych projektów i ciężko jest. Wtedy trzeba jakoś optymalizować, żeby zadowolić siebie jakoś, żeby nie przegrać klienta i żeby dostał on to, czego potrzebuje.

Jak się motywować?

Wspomniałeś trochę o tych karach. Aż się uśmiechnąłem. Taka zasada, z jednej strony, kija i marchewki. Plusy i minusy. Stosujesz dla siebie jakieś kary albo nagrody w stylu nie dowiozę danego projektu, to nie jem czekolady albo jak uda mi się zrealizować projekt na czas, to może weekend wolny?

Próbowałem wiele razy i jakoś słabo to wychodzi. Ciężki temat. Na pewno zawsze w umowach miałem jakieś kary umowne finansowe, jeśli zostanie termin przekroczony, więc rzadko to się naprawdę stało, no może dlatego, że były one ustalone, były gdzieś tam, wisiały w powietrzu. A największą karą za niezrealizowanie zadania w danym dniu czy tygodniu jest to, że robią się zaległości, jest przygnębienie tym nadmiarem pracy, więc to już boli. A z drugiej strony nagrodą za zrealizowanie dnia, ukończenie wszystkiego i zrealizowanie tygodnia jest właśnie to, że mamy pustą listę zadań. To jest super, przynajmniej dla mnie. Kiedyś postawiłem sobie za cel, żeby zrobić dla klienta tam x godzin jeszcze w tym tygodniu. I powiedziałem, że jak to zrobię, to sobie kupię wtedy w nagrodę takie słuchawki, co do których się wahałem, czy sobie kupić, czy nie kupić. No i zadziałało to akurat wtedy, bo było tak, że miałem taką typową emocjonalną motywację do tego, żeby jednak to robić, żeby ten gadżecik dostać, ale generalnie jakoś nie praktykuję tego.

Ja też jestem trochę sceptycznie nastawiony do tych kar i nagród. Kiedyś próbowałem tak mentalnie sobie to przegryźć, ale muszę przyznać, że nie była to jakaś dla mnie motywacja. Jak chciałbym sobie coś kupić i miałbym takie możliwości, po prostu bym to zrobił, a nie tak trochę na siłę szukał usprawiedliwienia, żeby coś zrobić. To trochę tak odbierałem osobiście.

My jesteśmy chyba bardzo zawodowo nastawieni, żeby tylko działać, działać, cisnąć do przodu. I to jest najważniejsze.

Ja nie ukrywam, że ja bardzo lubię pracować zadaniowo, bo jak mam jakieś zadania, to czuję taką satysfakcję, jak zadanie jest dopięte, zrealizowane i jeszcze mogę odhaczyć, że to zrobiłem.  Czuję się wtedy taki mocny, że udało mi się coś zrobić, dowartościować samego siebie. Jak pracuje się z domu, to takim bardzo dużym problemem, przynajmniej w moim przypadku, jest rozdzielenie tego życia zawodowego, tej pracy, od życia prywatnego. Szczególnie właśnie jeżeli pracuje się, tak jak w moim przypadku, przez większość dnia. Jak sobie radzić w ogóle, widzisz taki problem, żeby rozdzielać życie zawodowe od prywatnego?

Trochę tak, ale ja do tego bardziej podchodzę w ten sposób, że też sobie planuję to życie prywatne. Choćby to, jak wspomniałem, ta praca do 18, jakiś wolny wieczór czy też wolny ten jeden dzień, czy czasem dwa dni nawet się mogą zdarzyć, gdzieś wyjedziemy i to jest ten czas taki, powiedzmy, typowo prywatny dla mnie, dla żony. Ale tak biznesowo do tego podchodząc, to nie mam rozdzielenia, bo zarówno moje życie prywatne, jak i biznesowe to jest jedność, to jest taka moja część życia. Ja to lubię. Ja to akceptuję, ja tym żyję. A co najważniejsze, ja to akceptuję po prostu i to jest dla mnie całkiem spoko. I nie mam problemu, że na przykład idę z żoną w tak zwanym życiu prywatnym, gdzieś coś robimy, a mi wpadnie jakiś pomysł biznesowy. No i to jest super według mnie.

Zarówno moje życie prywatne, jak i biznesowe to jest jedność, to jest taka moja część życia.

Tak, wyciągam telefon, zapisuję sobie jakąś notatkę, dodaję zadanie. A masz takie zadanie, jak wyjść z żoną na spacer albo zrobić coś miłego dla żony? Czy to już przesada?

Nie sądzę, żeby to była przesada, ale akurat czegoś takiego nie mam.

Ja też rozumiem to podejście, żeby w pełni nie rozdzielać tego życia prywatnego od biznesowego, zawodowego, ponieważ to też jest swego rodzaju jedność. Może trochę pracoholicy tak mają. Ja raczej jestem takiego zdania, że wybierzmy sobie taką pracę, o ile oczywiście jest taka możliwość, którą lubimy. Jednak wtedy my będziemy mieli większą przyjemność z tej pracy i będziemy w stanie się bardziej oddać tej pracy i na pewno efekty będą dużo lepsze.

Tak, ale też z drugiej strony jeszcze dodam, że na przykład żona wraca z pracy, mam jakieś 20 minut wolnego czasu, żeby porozmawiać. Domyślnie byłby tryb, że trzymam telefon i coś tam skroluję, coś przeglądam, więc ja już świadomie ten telefon po prostu odkładam daleko, żeby go nie było. I w pełni skupiam się tylko na tym jednym zadaniu, jakim jest rozmowa z żoną. To jest ważne według mnie.

Ja nauczyłem się już wyciszać całkowicie telefon i właściwie praktycznie całą dobę mam telefon wyciszony i uruchamiam go tylko w momencie, kiedy czekam na naprawdę jakiś ważny telefon. Wspominałeś jeszcze o jednym takim temacie, o czasie wolnym oraz robieniu sobie właśnie jakiejś chwili takiego wytchnienia. Do tego też chciałbym się odnieść, ponieważ uważam, że te przerwy są mega ważne tak naprawdę. Ja pamiętam te wszystkie swoje wyjazdy, zwłaszcza po takich trudniejszych okresach w projekcie i kiedy wracałem wtedy do tego normalnego życia, to zawsze miałem długą listę takich rzeczy, które chciałbym zrobić, takich usprawnień. Jak tak głowa ma okazję troszeczkę odpocząć, to przychodzą nowe, świeże pomysły. Jednym z takich pomysłów dla mnie była właśnie chęć spróbowania pracy zdalnej. Pamiętam, że wtedy byłem po naprawdę bardzo ciężkim projekcie, miałem serdecznie wszystkiego dość. Zrobiłem sobie dwa tygodnie przerwy totalnie od wszystkiego. No i właśnie wróciłem z decyzją, że trzeba spróbować czegoś nowego.

Trzeba sobie dać czas na myślenie, bo jak coś robimy, to nie ma czasu na myślenie. Ja się nawet na tym łapię, że wychodzę z psem, wychodzę kawałek, to od razu sobie włączam jakiś podcast, jakieś wideo oglądam czy słucham, żeby wykorzystać ten czas produktywnie, a na koniec dnia okazuje się, że nie miałem w ogóle czasu na myślenie i dopiero w łóżku jakiś mętlik w głowie się pojawia, nie można zasnąć.

To jest taka rzeczywiście pułapka zapracowanych ludzi. Spotkałem się z takim stwierdzeniem, że roboty jest tyle, że nie ma komu taczek załadować, tylko wszyscy cały czas zasuwają.

Jak pracować z domu, by nie zwariować?

Podsumujmy to w takim razie, jak żyć, żeby nie zwariować, pracując zdalnie. Ja znam wiele osób, które są przekonane, że z domu nie da się w ogóle pracować, że zdalnie nie da się pracować. Podczas rekrutacji teraz do naszego projektu, jak rozmawiam z ludźmi, to jest to jedno z takich dla mnie podstawowych pytań: “Czy Ty masz jakieś doświadczenie w pracy zdalnej? Czy ty masz w ogóle warunki w domu, żeby pracować? Jak Ty sobie to wyobrażasz?”, ponieważ wcześniej mieliśmy taki problem, że ludzie byli fajni technicznie, fajnie nam się rozmawiało, ale po dwóch miesiącach oni dochodzili do wniosku, że oni nie chcą pracować z domu i po prostu odchodzili. To jest naprawdę duży problem, mi się wydaje, że nie wszyscy po prostu nadają się do takiego modelu pracy.

Tak, nie wszyscy mogą się nadawać i trzeba to zaakceptować. Tutaj mi się przypomniały talenty Gallupa. Na pewno byłyby pomocne, żeby można było to jakoś zdefiniować. Pewnie takie typy introwertyczne jak my mają zdecydowanie łatwiej.

Jakie typy introwertyczne? Wdzwaniasz się, rozmawiasz na cały świat, pokazujesz swoją twarz.

To się chyba nie wyklucza.

Introwertyk na odwyku.

To jest chyba głębszy temat. Freddie Mercury był introwertykiem bardzo, a jednak z drugiej strony występował jako showman i to nie byle jaki. Więc to się nie wyklucza.

Też spotkałem się z takim stwierdzeniem, że introwertycy – przez to, że trzy razy zastanawiają się nad tym, co chcą powiedzieć i nie wychodzą od razu z tym do ludzi – to dają bardziej dopracowane rozwiązania.

Zdecydowanie. Może się pojawić problem braku kontaktu z innymi ludźmi, braku znajomych, w pracy mamy kontakt z ludźmi i łatwo można ten argument zgasić, bo przecież można mieć znajomych, a nawet byłoby to chyba zalecane, poza pracą, żeby się z nimi spotykać i nic nie stoi na przeszkodzie.

Ja też zauważyłem, że w momencie, kiedy przeszedłem na ten model pracy zdalnej, to sam zacząłem szukać takich innych aktywności. Sam zacząłem odzywać się do znajomych, do których wcześniej się rzadziej odzywałem, do tych znajomych poza pracą. Też pomyślałem o poszukaniu jakichś innych ludzi do kontaktów. Zapisałem się chociażby do Toastmasters, bo też właśnie szukałem tego kontaktu. Jednak praca, jak chodzimy do tego biura, to zapewnia nam to takie podstawowe relacje społeczne. Zawsze możemy pogadać z kolegą z biurka obok, pójść gdzieś tam na lunch czy herbatę wspólnie wypić. Pracując w domu, nie mamy tego.

Szczerze mówiąc, nie widziałem innego świata, więc ciężko jest mi porównać to jakkolwiek.

Ja wcześniej, zanim zacząłem pracować zdalnie, to przez dobre 7 lat pracowałem w biurze, zatem dosyć szybko zacząłem pracować, bo jeszcze na studiach, więc przeszedłem przez mniejsze firmy i przez duże korporacje. I właściwie do tej pory więcej czasu spędziłem jeszcze w biurze, niż pracując z domu. Ale jestem naprawdę bardzo zadowolony, bo dało mi to takie porównanie i wiem już, czego nie lubię, i widzę to, co jest dobrego w tej pracy zdalnej. Bardziej to doceniam w chwili obecnej. Pracując w biurze np. bardzo mocno przeszkadzały mi te ciągłe dojazdy do pracy i bardzo dużo czasu spędzałem w samochodzie. Czasami to były naprawdę trzy godziny każdego dnia, a przez te trzy godziny to już nie pracujemy 8 godzin, tylko pracujemy 11 godzin, więc to robi ogromną różnicę.

Ale też z tego, co ja słyszę i obserwuję z daleka, to ta praca w biurze nie zawsze jest taka efektywna i gdyby tak policzyć, to 4 dobre godziny w domu w pełnym skupieniu równają się tym 8 na etacie w biurze.

Oczywiście, bo rano przychodzisz i zanim zaczniesz pracować, to trzeba się z ludźmi przywitać, trzeba zobaczyć, co tam na mailach słychać. Ten czas nie jest zdecydowanie produktywny. Poza tym ktoś przyjdzie zawsze, jakiś kolega przyjdzie pół godziny po tobie, to z nim też trzeba się przywitać, pogadać, jakoś ten czas zlatuje w biurze. Na pewno tam dużo trudniej jest pracować w tym deep worku, tak jak wspominaliśmy. Chociaż wielu programistów wkłada kaptur na głowę, słuchawki na uszy, jestem odcięty, pracuję. Można powiedzieć, że nawet podobne problemy są przy pracy w domu i przy pracy w biurze.

Jak dbać o rozwój zawodowy?

Jeszcze jeden temat chciałbym poruszyć, tak trochę z całkowicie innej beczki. Pracując w jednej firmie, kiedy mamy jednego przełożonego, to on niejako trochę kieruje naszym rozwojem zawodowym, bo jeżeli ma potrzebę doszkolić jakąś osobę do swojego projektu, to jest w stanie wysłać ją na jakieś szkolenie. Może zamówić szkolenie do firmy lub zrealizować to w ramach tej jednostki. A jak to w twoim wypadku wygląda? Składasz podanie do swojego szefa: “Szefie, wyślij mnie na szkolenie, bo chciałbym się nauczyć nowego frameworka”?

Akurat moje doświadczenia są takie, że uczyłem się, głównie praktykując, czyli każdy nowy projekt troszkę podnosił poprzeczkę i zawsze czegoś nowego się uczyłem. Zawsze było coś do nauczenia się, coś innego, żeby zbadać ten temat. Więc w ten sposób na pewno się uczyłem i też bieżące problemy, no bo, nie oszukujmy się, jakieś 80% czasu przy projektowaniu, kodowaniu to jest jakieś rozwiązywanie problemów, a nie rzeczywiste kodowanie, więc rozwiązywanie tych problemów też uczy na przyszłość. Już wiesz, jak ten problem rozwiązać itd.

Czyli taki in time learning. Masz jakiś problem, to szukasz rozwiązania tego problemu. Bardzo przemawia do mnie takie rozwiązanie. Też raczej jestem praktykiem, więc zdecydowanie wolę uczyć się jakiejś technologii na takim żywym przykładzie. Wtedy nie dość, że łatwiej jest to zrozumieć, to jeszcze na koniec coś nam zostaje. Mamy jakiś kawałek, w naszym przypadku kodu, do którego możemy wrócić. Na przykład pamiętam, że bardzo lubiłem uczyć się nowych technologii przez pisanie testów jednostkowych. Chciałem nauczyć się jakiejś biblioteki, to po prostu ją sobie testowałem. Rozpisywałem sobie jakieś przypadki testowe i testowałem ją. W moim przypadku to się całkiem fajnie sprawdzało.

Tutaj w tej praktyce i tylko praktyce jest taka pułapka. Ja pamiętam swoje początki początków, to też wymyślałem funkcje, które już istniały, na nowo, więc trochę teorii nie też zaszkodzi.

Jeżeli chodzi o teorię, miałem taki epizod, że dosyć szybko zrobiłem kilka certyfikatów, w moim przypadku to była akurat Java. Miałem taki trochę spokojniejszy okres w pracy, więc mogłem się doszkolić z tej teorii i te certyfikaty, zauważyłem, że zadziałały na mnie tak bardzo motywująco, ponieważ jak zaczynałem się uczyć, to od razu sobie ustalałem termin, kiedy będę miał ten egzamin. Miałem już konkretny termin i, przykładowo, miałem trzy miesiące, żeby opanować dany materiał, najpierw w ogóle dowiedzieć się, jakie są wymagania na dany certyfikat, i później go zdać. Co prawda mam trochę mieszane uczucia, szczerze mówiąc, co do niektórych tych certyfikatów, bo moim zdaniem tej teorii było tam zbyt dużo, ale nie ulega wątpliwości, że pomogło mi to trochę usystematyzować tę wiedzę. W pewnym okresie też pomogło, jeżeli chodzi o rekrutację do innych firm, bo jak uzupełniłem to w profilu na LinkedIn, zauważyłem, że naprawdę wielu rekruterów szukało po prostu po słowach kluczowych. I jakby ta ilość ofert, które zacząłem dostawać po uzupełnieniu certyfikatów, praktycznie zwiększyła się dwukrotnie.

Jak możesz zadbać o swój rozwój będąc freelancerem?

  • Technicznie – programowanie:
  • praktyka, nowe projekty, kazdy nowy ciut podnosi poprzeczkę i trzeba się czegoś douczyć
  • bieżące problemy i ich rozwiązywanie
  • ponad 99% problemów zostało już rozwiązanych, wystarczy je znaleźć w internecie
  • Biznesowo / rozwojowo:
  • książki
  • artykuły
  • materiały wideo
  • szkolenia/kursy online
  • konferencje
  • konsultacje

Narzędzia przydatne dla freelancera

Jak rozmawialiśmy, to kilkukrotnie wymieniłeś jakieś narzędzia, w których pracujesz. Moglibyśmy jeszcze raz je zebrać, żebyśmy mieli to tak w jednym miejscu wszystkie. Może nie wszystkie, ale przynajmniej te takie podstawowe, najpotrzebniejsze narzędzia, które wykorzystujesz w chwili obecnej do pracy jako programista i do tej pracy takiej produktywnej, żeby ogarnąć te wszystkie Twoje priorytety.

Zdecydowanie chyba wszystkich nie damy rady. Taką podstawą u mnie takiego dowodzenia strategicznego jest właśnie Nozbe. I tam mam tematy prywatne i biznesowe, ale biznesowe właśnie od tej strony strategicznej, więc najpierw tam powstają jakieś pomysły, koncepcje, one są potem przenoszone do Asany, gdzie są delegowane itd. Asana jest właśnie drugim takim narzędziem i tam trzymam te własne projekty biznesowe, projekty, gdzie współpracuję z kimś, i projekty klientów, gdzie tam są konkretnie rozpisane, mimo że to są dwa narzędzia osobne, niejako konkurencyjne, to jakoś nie wyobrażam sobie pracy zarówno bez jednego, jak i bez drugiego. One są też zintegrowane z Google Calendar, więc też mam wgląd w kalendarzu z góry, z lotu ptaka, na to, co się będzie działo.

Jeżeli chodzi o te narzędzia, to ja bardzo dużo pracuję w takim świecie korporacyjnym i w tym świecie zdecydowanie króluje Jira w chwili obecnej, to jest taki odpowiednik trochę właśnie Asany i Nozbe, można powiedzieć, aczkolwiek w przypadku Jiry tam jednak dużo bardziej zaawansowane są te wszystkie przepływy i dużo więcej jest różnego rodzaju integracji. Taki kombajn.

Kombajn, dokładnie. Jeśli chodzi o bardzo ważne wtyczki, których używam do pracy na co dzień, na pewno Block Site na Firefoxa, który mi blokuje te zakazane, niedobre strony. A co ciekawe, na Chrome ich nie mam. Nie używam Chrome, nie mam ich na Chrome, ale już mnie nie kusi, żeby w ogóle Chrome włączać, to jest ciekawe. Ten Self Control, który wycina na poziomie sieciowym te strony i jak czuję, że już jest naprawdę źle, to wtedy to włączam. No i w zasadzie, nie wiem, półtora roku, może dwa lata Facebook mój na wersji komputerowej nie ma w ogóle feeda, news feed jest wyłączony. Korzystam z News Feed Eradicator. Jak wchodzę, to widzę tylko te dwie boczne kolumny i powiadomienia. Jak chcę wejść na jakąś grupę czy jakiś fanpage, wchodzę intencjonalnie, w ogóle to tego nie widzę, więc to jest też super.

To tak pusto, smutno. Skąd Ty informacje czerpiesz, jak nie z Facebooka?

Z Instagrama, z TikToka… Dalej takim ważnym narzędziem jest Evernote i równolegle do tego notatki na maka systemowe. Po prostu tak się uzupełniają, aczkolwiek jestem teraz bardziej w stronę nawet, żeby na te notatki przejść, bo Evernote zbyt dużo tych rzeczy, ten interfejs jest zbyt rozbudowany jak dla mnie. Z ciekawostek to fajny skrót sobie zrobiłem na iPhonie, skrót, który uruchamia mi możliwość dyktowania, głos jest zamieniany na tekst i wrzucany do inboxa, do Nozbe. Więc jak jestem na rowerze, na spacerze czy czasem autem uruchamiam taki skrót, to moją supermyśl, ten superpomysł, który wpadł mi do głowy, dyktuję, on wpada do Nozbe, a potem jest to przerabiane podczas przeglądu tygodniow.

To jest megaprzydatne. Ja też zauważyłem, że jak gdzieś tam biegam i słucham podcastu, jestem w środku lasu i jest taka superwiadomość, że muszę to gdzieś zapisać, to zatrzymuję się, odblokowuję telefon i zapisuję sobie ręcznie. Będę musiał sprawdzić to dyktowanie. Potencjalnie mogłoby trochę to usprawnić. Sporo tych narzędzi wymieniliśmy. Linki do wszystkich tych narzędzi postaram się zebrać, to umieścimy je w notatkach. Tak patrzę, że ja do tych narzędzi dodałbym jeszcze na pewno coś do komunikacji wideo, chociażby Zooma, z którego dzisiaj korzystamy, żeby to wszystko ogarnąć, naprawdę bardzo fajnie sprawdza się to narzędzie. Ja do synchronizacji plików wykorzystuję teraz głównie Google Drive i też bardzo fajnie się sprawdza i mam dostęp z poziomu przeglądarki, z poziomu dwóch komputerów i z telefonu, więc naprawdę bardzo fajnie to ogarnia.

Własny produkt freelancera

Przechodząc do kolejnego tematu, jeszcze wiem, że poza tą swoją pracą, jaką freelancer, rozwijasz jeszcze swój własny produkt, swój własny SaaS. To jest takie marzenie wielu programistów. Siedzisz sobie w wygodnym fotelu, popijasz sobie drinki, a tutaj z tego pasywnego dochodu spływają dolary. Rzeczywiście tak to wygląda w praktyce?

Tak, ten Święty Graal. Może być tak kolorowo, może być tak, ale na początku, a ja jestem na początku, jeszcze tak kolorowo nie jest. Aczkolwiek porównując z tym, co było dwa lata temu, no to trzeba przyznać, że jest postęp, więc finansowo, finansowo jeszcze nie, jeszcze dążymy do tego, żeby można było sobie te drinki popijać, ale generalnie jest to fajna zabawa, przygoda. Ja też biznesowo traktuję to jako pewnego rodzaju grę i to są naprawdę fajne doświadczenia dla mnie. No nie da się też ukryć, to jest kupa pracy, kupa pracy zarówno jeśli chodzi o kodowanie, ale potem trzeba tę aplikację jeszcze sprzedać. I tutaj taka pułapka, taki problemik, jak właśnie dla nas, osób technicznych, programistów, że mamy fajne umiejętności techniczne, od razu moglibyśmy coś kodować, wdrażać, a nie mamy tych umiejętności marketingowo-sprzedażowych. I tutaj się wykładamy.

No tak, jeszcze jak to połączymy z takim mitem programisty zamkniętego w swojej jaskini i kaptur, o którym wspominaliśmy, to ciężko z czymś takim wyjść do sprzedaży. Ale załóżmy, że jesteśmy taką osobą techniczną, takim typowym koderem i chcielibyśmy spróbować swoich sił. Jak wyglądały te Twoje początki? Czym się inspirowałeś i gdzie szukałeś wiedzy na temat własnego produktu?

Nie wiem, jakoś tak przyszło chyba samo, ale też od początku miałem w głowie to, że jestem programistą, jest spoko, to mi daje kasę, ale nie chciałem cały dzień po 10 czy więcej godzin kodować. To wiedziałem z góry. Nie wiedziałem, co będę robił, w jaki sposób, ale wiedziałem, że nie chcę totalnie tego robić. Gdzieś tam chodziły po głowie jakieś myśli. Wiadomo, jak się jest freelancerem, to może jakaś agencja, będę przyjmował te zlecenia i robił itd. No ale to na szczęście ukształtowało się w kierunku SaaS. Chociaż zaczynałem od czegoś takiego, jak np. panel Allegro. Kiedyś Allegro pozwalało klepać skrypty własne HTML-owe i takie bardzo modne były te panele Allegro z pozostałymi produktami sprzedającego na aukcji. Tak, miałem taki skrypt. On bardzo dobrze się sprzedawał. Miałem też formularz kontaktowy, taki po prostu HTML/PHP. Można było wkleić go na swoją stronę. To jeszcze były czasy, gdzie ludzie to kupowali. Ale nie było w tym żadnej strategii i to był problem, no bo ja sobie wymyśliłem, że ten panel Allegro będę sprzedawał za jednorazową opłatą i wysyłałem ten skrypt klientom. Oni sobie instalowali to na własnym serwerze. Gdybym pomyślał strategicznie, np. wprowadził opłaty abonamentowe, no to myślę, że moje losy zupełnie inaczej by się potoczyły.

Wiesz, to całkiem fajnie wygląda, jak wspomniałeś, że 2 lata temu to tak całkowicie inaczej wyglądało. 2 lata z punktu widzenia takiego produktu to nie jest jeszcze wcale aż tak długo. Zwłaszcza że cały czas się rozwijasz.

Cały czas czuję, że dopiero jestem na początku, że dopiero zaczynamy i jeszcze tyle przede mną, że szok.

Jak to się mówi, im dalej w las, tym więcej drzew, tym więcej takich rzeczy do doczytania, żeby to wszystko sprawdzić. No to jest na pewno bardzo duży temat, zwłaszcza że cały czas ciągniesz tutaj te techniczne tematy, a tutaj jeszcze trzeba za marketing, za sprzedaż się zabrać. No właśnie. Jak udaje Ci się łączyć te wszystkie tematy, bo wiesz, tutaj praca jako freelancer, kilka różnych projektów, a jeszcze własny SaaS i zakładam, że jednak chciałbyś mieć trochę tego wolnego czasu jeszcze dla siebie.

Wszystko to, co robię, SaaS, praca, zarabianie, to wszystko dąży do tego, żeby już jak najwięcej mieć tego wolnego czasu później. Mam nadzieję, że to się spełni, ale jak to ogarnąć? Myślę, że ta masa optymalizacji, tych różnych usprawnień, narzędzi, organizacja siebie itd., tych nawyków wyrobionych – wszystko jest właśnie po to, żeby jak najbardziej efektywnie wykorzystywać ten czas, który mamy.
Wszystko się do tego sprowadza. A druga sprawa to kwestia priorytetów. Jeśli sobie nie planujesz na coś czasu, to znaczy, że nie chcesz tego zrobić, to nie jest dla Ciebie ważne. Jeśli planujesz, no to, przynajmniej w moim wypadku, zazwyczaj to robię. Planuję sobie czas wolny, planuję sobie jakieś poranne rutyny, czas na spacer, czas na wyjazd na rower czy z żoną. I to się udaje w ten sposób realizować.
Super to po prostu wygląda. Człowiek orkiestra. Idealny, ale my chcielibyśmy zobaczyć jakąś ryskę na tym idealnym obrazie. Opowiedz o jakiejś swojej największej wtopie, gdzie wszystko się po prostu posypało. Wiesz, może udało Ci się usunąć jakąś bazę produkcyjną i klient do ciebie dzwoni z pretensjami. Na pewno była jakaś taka historia.

Na produkcji kiedyś wrzuciłem nagłówki no follow, żeby roboty Google’a nie chodziły, to był taki śmieszny problem. Ale tutaj taka moja wtopa – właśnie dla SaaSa robiłem przez jakieś 6-7 miesięcy ostro, tak po tzw. godzinach. I na koniec, jak już wszystko było prawie gotowe, to się okazało, że ten skrypt licznika jest na licencji, która nie pozwoli, aby wykorzystać ten licznik jako SaaS. I takie 3-4 tygodnie do tyłu, bo trzeba było zarówno zmienić wyświetlanie, jak i ustawienia całego wyglądu. To było dość skomplikowane i smutne, że było trzeba się tak cofnąć. Wniosek z tego jest taki, żeby tak czasem zatrzymać się, tak nie pędzić do przodu, czasem użyć tego mózgu.

Nie zazdroszczę tej sytuacji. Jak sobie uświadomić, że przez całe 3-4 tygodnie tak naprawdę wysiłek włożony w błoto. Długi weekend coś czuję, że w moim przypadku by się szykował, żeby to sobie przerobić gdzieś tam w głowie. Powoli idziemy już ku końcowi. Na koniec jeszcze może takie skondensowane rady dla naszych Czytelników i Słuchaczy. Może samemu sobie, gdybyś miał okazję ze sobą pogadać 10-15 lat temu, co byś wtedy poradził?

No właśnie problem jest w tym, że jakbym gadał z tym sobą 10 czy 5 lat temu, to bym nie uwierzył temu gościowi z przyszłości. I pewnie jak ja teraz powiem komuś, kto jest na etapie, na którym my byliśmy kilka lat temu, to też nie do końca uwierzy, musi się sparzyć na własnych błędach, popełnić je samemu, doświadczyć tego, ale tutaj wymyśliłem takie trzy 3 punkty ciekawe: właśnie docenić trochę wartość tej teorii, żeby nie wymyślać od nowa istniejących funkcji, więc chociaż czasem tę dokumentację przeczytać, żeby wiedzieć, co tam jest, co można zrobić, co można osiągnąć, z czego można skorzystać, a nie tylko ta sama praktyka, wdrażanie i efekty. A z drugiej strony jednak, żeby szybciej działać, żeby więcej próbować, żeby jednak więcej tych porażek doświadczać, wciąż to jest rada aktualna, myślę, że dla mnie.

Jeszcze ciekawa taka refleksja, czytałem ostatnio książkę Mit przedsiębiorczości. Gdybym ją czytał jakieś 5 lat temu, to może jest szansa, że otworzyłaby mi trochę oczy, bo jak zakładałem działalność, to zarejestrowałem się w CEIDG i myślałem, że mam biznes, ale jednak tak nie było, więc też warto zwrócić uwagę i jak już gdzieś tam pójdziecie w kierunku tego biznesu, firmy itd., przeczytajcie książkę Mit przedsiębiorczości i ona troszkę Was oświeci.

Mit przedsiębiorczości - Michael E. Gerber

Mit przedsiębiorczości – Michael E. Gerber

➡ ZOBACZ 👉: Link do książki: Mit przedsiębiorczości – Michael E. Gerber

Podlinkujemy tę książkę na pewno, ale to, co mi się najbardziej spodobało, to jak wspomniałeś o tym, żeby więcej ryzykować, żeby tak się nie bać, bo to bardzo do mnie przemawia, chociaż ja osobiście z tym mam strasznie duży problem i cały czas staram się gdzieś tam iść do przodu i próbować, nie bać się tych nowych rzeczy. Ja sobie wtedy tak powtarzam: Czy na pewno ta decyzja, te lęki, które teraz masz, to jest coś na tyle ważnego, że jak będziesz miał te 80 lat, już na łożu śmierci, to na pewno będziesz się zastanawiał, czy to było warte w ogóle takiego zastanawiania się.

No tak, na łożu śmierci żałuje się tego, czego się nie zrobiło.

Tym optymistycznym akcentem zakończmy. Łukaszu, super się rozmawiało. Jeszcze na koniec powiedz, gdzie można Ciebie znaleźć, gdyby ktoś chciał się z Tobą skontaktować.

To myślę, że możecie wbić na bloga Dominikowski.com.pl. Tam m.in. jest fajny artykuł: 33 sposoby, jak pracować z domu. Myślę, że trochę więcej niż powiedzieliśmy dzisiaj jest opisane, możecie sobie poczytać na Facebooku, też można tam gdzieś zaczepić, na Messengerze, jeśli ktoś by miał do mnie jakieś konkretne pytania.

➡ ZOBACZ 👉: Artykuł Jak efektywnie pracować z domu? – 33 wskazówki

I gdyby ktoś chciał skorzystać z Twojego produktu, oczywiście.

Gdyby chciał, to śmiało.

Zapraszamy. Super, Łukasz, dzięki wielkie w takim razie za rozmowę i do usłyszenia.

Do usłyszenia gdzieś tam kiedyś w internetach.

Jeszcze raz bardzo dziękuję za rozmowę. Mam nadzieję, że ona również przypadła Wam do gustu, tak bardzo jak mi. Dla przypomnienia tylko dodam, że wszystkie notatki do tego odcinka oraz listę narzędzi, które wymieniliśmy, znajdziecie pod adresem stormit.pl/013, tak jak numer tego odcinka. Jeżeli natomiast chcielibyście dowiedzieć się czegoś więcej na temat inicjatywy Kierunek programista, to zapraszam również na stronę kierunekprogramista.pl. Tam są wszystkie niezbędne informacje. Możecie tam się spotkać nie tylko ze mną, ale również z Łukaszem. Na dzisiaj to już wszystko. Bardzo dziękuję Wam za wspólnie spędzony czas i życzę miłego dnia, i do usłyszenia już niedługo.

Praca freelancera – narzędzia

Linki do miejsc Łukasza w sieci


Jak zostać programistą

8 rzeczy, które musisz wiedzieć, żeby dostać pracę jako programista.

Jak zostać programistą
2 komentarze
Share:

2 Comments

  1. Łukasz says:

    Najgorzej jest wytłumaczyć dla starszych ludzi – “jak to w domu”, “co to za praca” itp 🙂 ale po kilku miesiącach dopiero doszło do rozumienia ze to jednak praca bo są z tego pieniądze ;)))

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przeczytaj poprzedni wpis:
Co trzeba umieć, żeby dostać pierwszą pracę jako programista
Co trzeba umieć, żeby dostać pierwszą pracę jako programista? [+ przykładowa aplikacja]

https://www.youtube.com/watch?v=GTCG7QygSHs  

Zamknij