Za trzy dni oznaczanie treści AI przestaje być dobrą praktyką, a staje się obowiązkiem – z karą do 15 mln euro
2 sierpnia 2026 wchodzi w życie art. 50 AI Act i to jedyny termin w tym tygodniu, który trzeba wpisać do kalendarza. Obowiązek dotyczy nie producentów oprogramowania, tylko „podmiotów stosujących” – czyli każdej firmy, która używa AI zawodowo. Wyłączona jest wyłącznie działalność osobista, nieprofesjonalna.
- interakcja z chatbotem lub voicebotem – użytkownik musi wiedzieć, że rozmawia z maszyną, najpóźniej przy pierwszej interakcji
- systemy rozpoznawania emocji i kategoryzacji biometrycznej
- deepfake'i
- treści wygenerowane syntetycznie: obraz, wideo, audio i tekst
Cztery obszary objęte obowiązkiem:
- „pomidor wygenerowany przez AI na potrzeby gazetki reklamowej”
- realistyczna wizualizacja mieszkania z meblami dorobionymi przez AI
- film z syntetycznym głosem lektora
Najbardziej zaskakujący jest zakres definicji deepfake'a: nie musi przedstawiać realnej osoby. Mecenas Tomasz Zalewski podaje wprost przykłady, które łapią połowę polskiego marketingu:
Wyjątki są wąskie. Dzieła artystyczne i satyryczne wystarczy oznaczyć dyskretnie (choćby w napisach końcowych), a treści dotyczące spraw publicznych są zwolnione tylko wtedy, gdy przeszły kontrolę redakcyjną człowieka i wydawca bierze za nie odpowiedzialność. Materiały komercyjne i reklamowe wymagają oznaczenia widocznego i natychmiastowego – Komisja Europejska opublikowała nawet przykładowe ikony.
Kary sięgają 15 mln euro albo 3% globalnego obrotu, a w Polsce egzekwować ma je planowana Komisja Rozwoju i Bezpieczeństwa Sztucznej Inteligencji. Praktyczny wniosek na weekend: przejrzyj swoje chatboty, formularze, grafiki w reklamach i lektorów w filmach – i dopisz jedno zdanie tam, gdzie go nie ma.

