Wróć do bloga
Claude Code

Zbudowałem agenta AI, który planuje mi rodzinne wakacje

Wszyscy używają AI do maili. Ja zbudowałem sobie agenta do planowania podróży – i to najlepszy przykład, jak nieoczywiste rzeczy potrafią zrobić dla nas agenci, gdy znają nas i mają właściwe narzędzia.

9 min czytania
agent AI, własny agent AI, jak zbudować agenta AI, Claude Code, agent AI przykład, automatyzacja
Zbudowałem agenta AI, który planuje mi rodzinne wakacje

Większość ludzi używa AI do pisania maili. Ja zbudowałem sobie agenta, który planuje moje rodzinne wakacje.

Brzmi jak fanaberia – i właśnie dlatego o tym piszę. Bo to najlepszy przykład, jaki znam, na rzecz, której prawie nikt nie mówi na głos: agent AI to nie kolejny chatbot do kupienia. To pracownik, którego sam kształtujesz pod to, co robisz w kółko. A skoro tak, to równie dobrze może to być coś tak prywatnego jak ułożenie wyjazdu nad morze.

Mój agent nazywa się /podroz. Złożyłem go w wolny wieczór i ustawiłem dokładnie pod siebie: ma kopać głębiej niż pierwsza strona Google, liczyć prawdziwą trasę, łapać lokalne wydarzenia i na koniec składać gotową stronę dla rodziny – a nie listę „10 atrakcji, które musisz zobaczyć”. Opisuję mu wyjazd jednym akapitem, resztę robi sam.

Tak wygląda efekt jednego polecenia:

Interaktywna mapa trasy nad Bałtykiem wygenerowana przez agenta AI
Efekt jednego polecenia: interaktywna mapa z realną trasą po drogach i wszystkimi przystankami. Każdy punkt linkuje do Map Google z opiniami i nawigacją. Zrzut z gotowej strony, którą złożył mój agent.

Ostatnio puściłem go na tydzień nad zachodnim wybrzeżem: Szczecin, Wolin, Koszalin, autem z Gdańska. I po drodze – zanim oddał stronę – zrobił kilka rzeczy, które najlepiej tłumaczą, czym agent różni się od „szybszego ChatGPT”.

TL;DR
  • Agenta nie kupujesz – budujesz go pod siebie. Mój /podroz planuje wyjazdy tak, jak ja lubię, bo tak go ustawiłem. Twój robiłby to, czego Ty potrzebujesz.
  • W środku pracuje armia, nie jeden model. Sześciu wyspecjalizowanych agentów rusza równolegle – każdy bada inny kawałek (region, logistyka, wydarzenia, jedzenie).
  • Nie zgaduje – liczy i sprawdza. Trasę poprowadził po realnych drogach, godzinę zachodu słońca wziął z danych (21:29), ceny i godziny potwierdził u źródła.
  • Łapie pułapki, które zepsułyby dzień. Wieżę zamkniętą na remont, zagrodę nieczynną w poniedziałek, bilet dwa razy droższy, niż mówiły stare wpisy.
  • Rozumie cel, ale decyzję zostawia Tobie. Znalazł konwent mangi dla córki i pokazał, jak odwrócić trasę, by zdążyć – a wielką decyzję podjęliśmy my (to HITL – człowiek w pętli).
  • Działa tak dobrze, bo mnie zna. Agent jest częścią brain – systemu, który wie o mojej rodzinie, kalendarzu i projektach i spina inne agenty oraz narzędzia.
  • To jest ta nieoczywista wolność. Wakacje to tylko dowód: takiego agenta złożysz pod cokolwiek, co robisz regularnie.

Co właściwie znaczy „zbudowałem sobie agenta”

Nie napisałem aplikacji. Napisałem instrukcję – po polsku, zwykłymi zdaniami – w narzędziu o nazwie Claude Code. Mniej więcej tyle: kiedy planuję wyjazd, nie dawaj mi listy z internetu. Kop tam, gdzie piszą lokalsi. Licz trasę po prawdziwych drogach. Sprawdzaj godziny i ceny u źródła. Na końcu złóż jedną ładną stronę z mapą, którą wyślę rodzinie.

I tyle. Od tej pory mam komendę /podroz, która działa jak mój prywatny architekt podróży. To jest właśnie ta zmiana, której większość ludzi jeszcze nie zauważyła: nie dopasowujesz się do cudzej aplikacji – to agent dopasowuje się do Ciebie.

A pod spodem dzieje się coś, co zwykłemu czatowi nawet się nie śni. Z mojego jednego akapitu narzędzie rozbija robotę na kawałki i puszcza sześciu agentów naraz:

JAK MÓJ AGENT ROBI Z AKAPITU GOTOWĄ STRONĘTwój opis„tydzień nad morzem,autem, z dziećmi”ARMIA AGENTÓW · równolegle🔎 Szczecin🔎 Wolin · Międzyzdroje🔎 Koszalin📅 Wydarzenia na te dni🚗 Logistyka i trasa🍽️ Jedzenie i perełkiDane i fakty📍 trasa po drogach🌅 godziny światła💶 ceny i godzinysprawdzone u źródła,nie zgadywaneGotowastrona🗺️

Jeden agent okopał się w Szczecinie, drugi w okolicy Wolina, trzeci w Koszalinie. Czwarty polował na wydarzenia w te konkretne dni. Piąty liczył trasę i czasy przejazdów. Szósty szukał jedzenia i miejsc, których nie ma w pierwszych wynikach. Każdy kopał głęboko – jednocześnie, nie po kolei – a na końcu wszystko zostało spięte w jeden plan. Cztery sceny z tej podróży pokazują, co taki agent naprawdę potrafi.

1. Pracuje armia, nie jeden samotnik

Poproś jeden model, żeby ułożył ci tydzień w trzech różnych miejscach naraz, a dostaniesz uśrednioną papkę – bo musi trzymać w głowie wszystko jednocześnie. Mój agent robi inaczej: dzieli i rozdaje.

To trochę jak różnica między jednym przemęczonym pracownikiem, który ogarnia dziesięć spraw, a małym zespołem, w którym każdy robi to, na czym się zna. Zespół jest szybszy i – co ważniejsze – dokładniejszy, bo nikt nie rozprasza uwagi na dziesięć frontów.

Efekt? Zamiast „Szczecin ma fajną starówkę” dostałem konkrety: który bar serwuje kultowego szczecińskiego pasztecika, gdzie nad Odrą stoją podświetlone wieczorem „Dźwigozaury” i że w pobliskim Przecławiu akurat w nasze dni dzieje się coś, co przewróci cały plan do góry nogami (do tego za chwilę).

2. Nie zgaduje – sięga po prawdziwe dane

To jest moment, w którym agent przestaje być „gadającą papugą”. Zwykły model, zapytany o trasę, wymyśli ci wiarygodnie brzmiące kilometry i czasy. Mój agent ich nie wymyśla – liczy je na prawdziwych danych.

Trasę z Gdańska przez Szczecin i Międzyzdroje aż po Koszalin poprowadził po realnych drogach (te ~850 km na mapie to nie kreski na oko, tylko policzona nawigacja). Godzinę zachodu słońca nad Zalewem Szczecińskim wziął z danych astronomicznych – 21:29, co do minuty – więc wiadomo, kiedy wyjechać na punkt widokowy. Najwyższy klif w Polsce, Gosań, to nie „chyba gdzieś tam wysoko”, tylko sprawdzone 93,4 m.

To jest ta różnica

Czat brzmi pewnie, nawet gdy zmyśla. Agent ma narzędzia, więc zamiast brzmieć pewnie – jest pewny: pyta mapę o trasę, bazę astronomiczną o słońce, oficjalną stronę o cenę. Dlatego jego liczby da się sprawdzić, a nie tylko w nie wierzyć.

3. Łapie pułapki, które zepsułyby dzień

Tu mój agent pokazał coś, czego po „AI do planowania” bym się nie spodziewał: uważność. Nie tylko zebrał atrakcje – sprawdził, czy naprawdę będą czynne i czy kosztują tyle, ile się wydaje.

I powyłapywał rzeczy, na które sam bym wpadł:

  • Wieża widokowa na Górze Chełmskiej w Koszalinie – zamknięta na remont. Agent dopisał wprost: nie obiecuj rodzinie panoramy, bo jej nie będzie.
  • Zagroda żubrów koło Międzyzdrojów – nieczynna w poniedziałki. Więc przełożył ją na wtorek, a w poniedziałek wstawił gród, który jest otwarty.
  • Bilet do grodu Słowian i Wikingów – realnie 27 zł, a nie 14 zł, jak podawały starsze wpisy w sieci. Drobiazg, ale to właśnie z takich drobiazgów składa się różnica między „planem z internetu” a planem, który się nie sypie na miejscu.

Każdą rzecz, której nie dało się potwierdzić na sto procent, oznaczył jako „do sprawdzenia tydzień przed”. To dokładnie to, co robi dobry pomocnik z krwi i kości: mówi, czego nie wie, zamiast udawać, że wie wszystko.

4. Rozumie cel, nie tylko polecenie

A teraz najlepsze. Czwarty agent, ten od wydarzeń, wykrył, że dokładnie w nasze pierwsze dni pod Szczecinem odbywa się Mizukon – zachodniopomorski konwent mangi i anime. A nasza córka jest fanką mangi.

Agent nie zostawił tego jako ciekawostki na marginesie – ale też nie przewrócił planu na własną rękę. Zrobił coś mądrzejszego: pokazał nam wybór. „Jeśli chcecie złapać konwent, trzeba odwrócić całą trasę i zacząć od najdalszego punktu, Szczecina" – i położył na stole konkretny wariant razem z konsekwencjami. Przy okazji policzył, że na tym się wygrywa: trzy noce nad morzem zamiast dwóch i droga do domu krótsza o połowę. Wielką decyzję – przewracamy wyjazd czy nie – podjęliśmy my, przy stole.

I to jest sedno, które najłatwiej przegapić: dobry agent nie wyrywa Ci sterów w ważnych momentach. Robi czarną robotę, proponuje najlepszy wariant, pokazuje plusy i minusy – ale ostatnie słowo zostawia człowiekowi. Fachowo nazywa się to HITL, czyli człowiek w pętli: tempomat prowadzi, ręce zostają na kierownicy. Bo celem nie była „trasa”, tylko żeby wszystkim w rodzinie było dobrze – a co dokładnie to znaczy, wie rodzina, nie maszyna. Tak wygląda dzień, który z tego wyszedł:

Plan jednego dnia ze ścieżkami równoległymi w onepagerze od agenta AI
Plan jednego dnia jako „menu”, nie rozkład jazdy: ścieżki równoległe – córka na konwent mangi, syn do centrum nauki – plus gdzie zjeść, plan B i konkretny tip. Wszystko sprawdzone u źródła.

Zwróć uwagę na jeszcze jedno: dzień nie jest sztywnym rozkładem jazdy, tylko menu z opcjami. Ścieżki równoległe (córka z jednym rodzicem na konwent, syn z drugim do centrum nauki, wieczorem wspólna kolacja), alternatywy, plan B na deszcz. Agent układa i podpowiada – ale to, co realnie zrobimy na miejscu, wybieramy sami. Ostatnie słowo zostaje po naszej stronie nie tylko przy wielkich zwrotach trasy, ale i w środku zwykłego dnia.

Skąd mój agent wiedział, że córka lubi mangę

I tu dochodzimy do rzeczy, która robi największą różnicę, a najłatwiej ją przeoczyć. Skąd agent w ogóle wiedział, że dla Łucji konwent mangi to wydarzenie roku? Przecież nie napisałem tego w poleceniu.

Wiedział, bo /podroz nie jest samotną komendą. Jest częścią większej całości – systemu, który nazywam brain. To mój drugi mózg: trzyma kontekst o mnie, mojej rodzinie, kalendarzu i projektach, spina kilkadziesiąt wyspecjalizowanych agentów i daje im do ręki te same narzędzia.

Dlatego agent do podróży nie zaczyna od zera. Wie, kto jedzie. Wie, że jedno dziecko rysuje mangę, a drugie woli wodę i centra nauki. Wie, że lubimy „dużo i często”, a wspomnienia cenimy wyżej niż spektakularność. Tego nie da się wklejać do polecenia za każdym razem – to siedzi w systemie, a każdy agent może z tego skorzystać.

I to jest cały sekret: pojedynczy agent jest dobry. Agent, który zna Ciebie i ma pod ręką inne agenty oraz narzędzia, jest nie do podrobienia – bo nikt poza Tobą nie ma tego kontekstu. Im dłużej budujesz taki mózg, tym mądrzejszy staje się każdy agent w środku. Nawet ten od wakacji.

Czat gada. Agent dostarcza.

Jeśli miałbym ścisnąć to do jednej różnicy, jest prosta – i widać ją po tym, co zostaje ci w ręku na koniec:

CO ZOSTAJE CI W RĘKUZWYKŁY CZAT• ściana tekstu: lista „top 10”• Ty sprawdzasz każdą godzinę• Ty układasz to w plan• Ty liczysz trasę i budżet• Aktualne? Nie wiadomorobota dopiero przed TobąAGENT• gotowa strona z mapą i trasą• ceny i godziny sprawdzone• plan ułożony pod ludzi• trasa i budżet policzone• pułapki wyłapanerobota już zrobionaCzat odpowiada. Agent wykonuje.

To nie jest spór o to, która AI jest „mądrzejsza”. Pod spodem często siedzi ten sam model. Różnica jest w tym, że agentowi dałem narzędzia, samodzielność i prawo, żeby sprawdzić – i dzięki temu oddaje skończoną robotę, a nie pierwszą wersję do przepisania. Jeśli chcesz dokładną granicę między czatem, asystentem i agentem, rozrysowaliśmy ją w osobnym wpisie: czym jest asystent AI i czym różni się od agenta.

I tu jest cała pointa: wakacje to tylko dowód

Bo zatrzymaj się na sekundę nad tym, co się właściwie wydarzyło. Nie kupiłem „apki do planowania wyjazdów”. Złożyłem własnego specjalistę – pod swój gust, swoją rodzinę, swój sposób podróżowania. I to jest ta nieoczywista wolność, którą dają agenci, a o której prawie nikt nie mówi: nie jesteś skazany na to, co ktoś zaprogramował. Robisz sobie narzędzie pod siebie.

A skoro da się to zrobić dla wakacji, to wymień w głowie „plan wyjazdu” na cokolwiek, co zjada Ci czas w pracy – i mechanizm zostaje dokładnie ten sam:

  • Oferta dla klienta – armia agentów zbiera wymagania, sprawdza ceny i terminy, składa gotowy dokument zamiast wypełniać szablon na ślepo.
  • Research konkurencji – każdy agent bierze jednego rywala, dane idą ze źródeł, na końcu masz porównanie, a nie dziesięć otwartych kart.
  • Raport na poniedziałek – dane z arkusza, z maila i z systemu, zebrane, sprawdzone i opisane, gdy Ty śpisz.
  • Pierwsza linia obsługi – agent czyta zgłoszenie, sięga do bazy wiedzy, przygotowuje odpowiedź, a trudne odsyła do człowieka.

To samo „zbierz z wielu miejsc → sprawdź → złóż w gotowy materiał”, tylko zamiast Szczecina i Koszalina podstawiasz swoje dane i swój cel. I tu jest sedno naszego „Robi Się Samo”: nie chodzi o to, żeby AI napisała Ci ładniejszego maila. Chodzi o to, żeby nudne kawałki roboty zaczęły robić się same – a Ty zostałeś z decyzjami i z rzeczami, których maszyna za Ciebie nie zrobi.

Jak zbudować własnego agenta

Mojego agenta do podróży – i cały brain wokół niego – zbudowałem w Claude Code, tym samym narzędziu, w którym powstają wszystkie „nudne kawałki, które robią się same”. Tę samą armię agentów ustawisz pod własną robotę, bez umiejętności programowania. Na żywo, krok po kroku, pokazujemy to na bezpłatnym webinarze o Claude Code, a od podstaw przechodzimy przez to w Claude Code Masterclass.

Spróbuj sam – jeden eksperyment na ten tydzień

Nie musisz od razu budować własnych agentów. Zacznij od czegoś prostszego, żeby poczuć różnicę: weź zadanie, które normalnie zżera Ci cały wieczór – plan wyjazdu, research do decyzji zakupowej, porównanie ofert – i opisz je AI tak, jak opisałbyś koledze. Nie pytaniem na jedno zdanie, tylko z celem: po co to robisz, co ma być na końcu, czego nie chcesz.

Im lepiej opiszesz cel, tym mniej dostaniesz „listy z internetu”, a tym więcej – gotowej roboty. A gdy złapiesz się na tym, że chcesz, żeby ta robota działała już sama, bez Ciebie, w kółko – to jest właśnie ten moment, w którym przestajesz używać AI, a zaczynasz budować sobie agenta. I wtedy zaczyna się prawdziwa zabawa.

FAQ

Czym agent AI różni się od ChatGPT?

ChatGPT (asystent) odpowiada, gdy go pytasz, i zwraca tekst. Agent AI dostaje cel, sam układa kolejne kroki, sięga po narzędzia, sprawdza fakty u źródła i oddaje gotowy wynik – stronę, plik, wykonane zadanie. Asystent pomaga, agent wykonuje.

Czy żeby zbudować własnego agenta AI, trzeba umieć programować?

Coraz mniej. Agenta do planowania podróży z tego wpisu opisałem zwykłymi zdaniami – co ma robić, gdzie szukać, czego unikać – w narzędziu Claude Code, które rozumie język naturalny. To bliżej pisania dobrej instrukcji dla pracownika niż klasycznego kodowania.

Co to znaczy, że agenta „buduję pod siebie”?

Zamiast korzystać z gotowej aplikacji z cudzymi regułami, opisujesz własne: skąd agent ma brać dane, na co uważać, jak ma wyglądać efekt. Mój agent do podróży zawsze kopie głębiej niż „top 10”, liczy realną trasę i składa stronę dla rodziny – bo tak go ustawiłem. Twój robiłby to, czego Ty potrzebujesz.

Skąd agent AI wie, że dane są aktualne?

Dobry agent nie zgaduje godzin otwarcia ani cen – sprawdza je u źródła (oficjalna strona, mapa, baza danych) i oznacza to, czego nie udało się potwierdzić. Mój agent wyłapał m.in. zamkniętą na remont wieżę widokową i atrakcję droższą, niż podawały starsze wpisy w sieci.

Gdzie poza wakacjami przyda się własny agent?

Wszędzie, gdzie zadanie to „zbierz z wielu miejsc, sprawdź i złóż w gotowy materiał”: oferty, raporty, research konkurencji, przygotowanie do spotkania, pierwsza linia obsługi klienta. Ten sam mechanizm co przy planie wakacji – tylko podstawiasz inne dane i inny cel.

Chcesz wdrożyć to u siebie?

Praktyczne kursy i wdrożenia AI oraz automatyzacji. Albo zapisz się na newsletter, żeby nie przegapić nowych treści.