Wróć do bloga
Produktywność

Cele SMART są dobre do jednej rzeczy – i szkodliwe do drugiej

SMART jest świetny do domykania ustaleń z innymi ludźmi i słaby do wyznaczania własnego kierunku – większość używa go dokładnie odwrotnie. Test dźwigni, którego w metodzie nie ma, plus szablon celu i przykłady z trzech obszarów.

11 min czytania
cele SMART, wyznaczanie celów, produktywność, planowanie
Cele SMART są dobre do jednej rzeczy – i szkodliwe do drugiej

„Zwiększyć przychód o 20% do końca roku” to cel idealnie SMART. Jest konkretny – przychód, nie „więcej pieniędzy”. Jest mierzalny – 20%, liczba na koncie. Jest osiągalny, bo ktoś to policzył. Jest istotny, bo przychód zawsze jest istotny. Ma termin – koniec roku.

I nie mówi Ci absolutnie nic o tym, co masz zrobić jutro rano.

Możesz spełnić wszystkie pięć liter SMART i dalej nie wiedzieć, czy pierwszym krokiem jest telefon do trzech starych klientów, podniesienie cennika, czy nowa kampania w mediach społecznościowych. Cel jest poprawny formalnie i pusty operacyjnie – to domyślny skutek wyznaczania celów metodą SMART w wydaniu, jakiego uczy większość poradników.

Ten wpis nie jest kolejnym tłumaczeniem liter S, M, A, R, T – to zajmie jeden akapit niżej. Jest o czymś innym: SMART jest naprawdę dobry do jednej roboty i szkodliwy do drugiej, a z mojego doświadczenia przy pracy z właścicielami firm większość ludzi używa go dokładnie odwrotnie.

TL;DR

  • SMART to skrót z literatury zarządzania, rozwijany niejednoznacznie – litery A i R mają po kilka konkurencyjnych wersji.
  • SMART jest naprawdę dobry w jednym: domyka mgliste ustalenia z innymi ludźmi, jak „popraw obsługę klienta”.
  • Szkodzi w trzech miejscach: premiuje to, co łatwo zmierzyć, tnie ambicję przez literę „osiągalny” i nie sprawdza, czy cel w ogóle ma znaczenie.
  • Pytanie, którego w SMART nie ma: czy osiągnięcie celu daje realną dźwignię, czy tylko odhaczony punkt.
  • Dobry zestaw celów ma dwie warstwy: wynik (nie w pełni zależny od Ciebie) i proces (zależny od Ciebie w całości).
  • Działający szablon: wynik + po co + pierwszy ruch + test dźwigni.
Jeśli masz przeczytać tylko jedną sekcję

Przewiń do „Test dźwigni”. Tam jest pytanie, które warto dopisywać do każdego celu SMART, zanim go zaakceptujesz – i które rozstrzyga, czy to w ogóle było warte zapisania.

Co właściwie oznacza SMART

Skrót krąży w literaturze zarządzania od lat osiemdziesiątych i nie ma jednego dokumentu, do którego dałoby się go dziś przypisać z pewnością – każdy poradnik rozwija metodę SMART odrobinę inaczej.

Najczęstsza wersja wygląda tak:

  • S – Specific (konkretny). Bez słów typu „lepiej”, „więcej”, „sprawniej”.
  • M – Measurable (mierzalny). Ma liczbę albo stan, po którym poznasz, że się wydarzył.
  • A – Achievable (osiągalny). Da się to zrobić przy dostępnych zasobach. Część poradników rozwija tę samą literę jako „ambitny” – kierunek dokładnie odwrotny.
  • R – Relevant (istotny). Ma związek z tym, co dla Ciebie faktycznie ważne. Bywa też „realistyczny”, co dubluje literę A.
  • T – Time-bound (określony w czasie). Ma termin, po którym sprawdzasz wynik, nie „kiedyś”.

Ta niejednoznaczność jest wskazówką: SMART nie jest zamkniętym standardem z jednego źródła, tylko zbiorem pytań kontrolnych, który każdy dogina pod siebie. Traktowanie go jako świętej formuły do wypełnienia co do litery to nieporozumienie od początku.

Do czego SMART jest naprawdę dobry

Gdy ktoś w firmie mówi „musimy poprawić obsługę klienta”, to zdanie brzmi jak cel, ale nim nie jest. Nie wiadomo, co ma się zmienić i po czym to poznamy. Trzy osoby usłyszą trzy różne rzeczy: szybszy czas odpowiedzi, mniej reklamacji, milszy ton w mailach.

SMART zmusza do ustalenia, co to konkretnie znaczy. „Skrócić średni czas odpowiedzi na maila z czterdziestu ośmiu do ośmiu godzin do końca kwartału” to już coś, co da się zrobić, zmierzyć i rozliczyć. To realna wartość metody: narzędzie do ustalania kontraktu z innymi ludźmi – menedżer i zespół, klient i wykonawca, Ty i wspólnik.

Tu SMART działa, bo robi dokładnie to, do czego powstał: usuwa mgłę z rozmowy. Problem zaczyna się, gdy ktoś przenosi to samo narzędzie na rozmowę z samym sobą.

Gdzie SMART szkodzi

Tu większość poradników kończy laurką. Ja zaczynam od trzech miejsc, w których ta sama formuła robi realną szkodę.

Mierzysz to, co się mierzy, nie to, co ma znaczenie. Litera M premiuje cele łatwe do policzenia: przychód, liczba klientów, kilogramy. Rzeczy, które faktycznie decydują o wyniku – zaufanie zespołu, jakość relacji z kluczowym klientem – są trudne do zmierzenia jedną liczbą, więc znikają z listy, mimo że ważą więcej niż to, co na niej zostało.

„Osiągalny” systematycznie tnie ambicję w dół. Nikt nie chce wpisać do planu czegoś, czego może nie dowieźć. Cel, który powinien brzmieć „podwoić liczbę klientów”, po przejściu przez filtr osiągalności brzmi „zwiększyć liczbę klientów o piętnaście procent” – liczbę bezpieczną, wygodną i o wiele mniejszą, niż mogłaby być.

Cel może być doskonale sformułowany i całkowicie bez znaczenia. Żadna z pięciu liter nie sprawdza, czy warto to w ogóle robić. „Opublikować piętnaście postów w mediach społecznościowych do końca miesiąca” przechodzi test SMART bez problemu. Czy cokolwiek zmieni to w firmie? SMART nie zadaje tego pytania – nie taki jest jego zakres.

Test, którego SMART nie zawiera

Możesz przejść przez wszystkie pięć liter i wciąż mieć na liście coś, co nie ma znaczenia. SMART sprawdza formę celu. Nie sprawdza, czy warto go w ogóle realizować.

Test dźwigni: pytanie, którego SMART nie zadaje

Do każdego celu, który przeszedł już przez SMART, dopisuję jedno dodatkowe pytanie: czy jego osiągnięcie przesunie coś istotnego o co najmniej kilka godzin wartości, czy tylko doda odhaczony punkt.

To różnica między aktywnością a dźwignią. Aktywność znika, gdy przestajesz ją wykonywać. Dźwignia działa dalej, kiedy Ty robisz już coś innego.

Najprościej pokazuje to obraz wiadra i zraszacza. Wiadro wody do ogrodu jest zrobione – ale za dziesięć minut ziemia znowu jest sucha. Zraszacz kosztuje więcej na starcie, ale potem podlewa cały tydzień bez Ciebie. Wiadro to odhaczony kwadracik. Zraszacz to dźwignia.

To nie jest dźwigniaTo jest dźwignia
Odpisanie na dwanaście mailiNapisanie instrukcji, dzięki której dziesięć z tych maili już nie przyjdzie
Obecność na spotkaniuDecyzja podjęta na tym spotkaniu, która odblokowuje komuś tydzień pracy
Wystawienie fakturyUstawienie przepływu, który wystawia faktury bez Ciebie
Zdobycie jednego nowego klientaZbudowanie procesu, który przynosi klientów bez Twojego udziału

To ten sam mechanizm co zasada Pareto, zastosowana z góry, a nie z dołu: nie liczysz po fakcie, które dwadzieścia procent działań dało resztę wyniku, tylko pytasz przed startem, czy cel ma szansę się w tych dwudziestu procentach znaleźć. Jeśli odpowiedź brzmi „to tylko odhaczenie” – nie znaczy, że nie warto tego robić. Znaczy, że nie warto nazywać tego celem miesiąca.

Cel wynikowy i cel procesowy

Kolejna rzecz, której czysty SMART nie rozróżnia: cel wynikowy i cel procesowy to dwie różne kategorie, a dobry zestaw celów potrzebuje obu.

Cel wynikowy opisuje stan, który chcesz osiągnąć: schudnąć pięć kilogramów, zwiększyć przychód o 20%, zdać egzamin. Nie zależy w pełni od Ciebie – możesz robić wszystko poprawnie i wynik i tak nie przyjdzie w terminie, bo rynek się zmienił, ciało reaguje wolniej, egzaminator trafił się surowy.

Cel procesowy opisuje działanie, które powtarzasz: trzy treningi tygodniowo, piętnaście rozmów sprzedażowych w miesiącu, godzina nauki dziennie. Zależy od Ciebie w całości. Nie kontrolujesz wagi na wadze, ale kontrolujesz, czy poszedłeś na trening. To w praktyce nawyk opisany językiem celu – ma się powtarzać, aż przestanie wymagać decyzji.

Dobry zestaw celów ma jedno i drugie: wynikowy jako kierunek, procesowy jako to, co realnie kontrolujesz każdego dnia. Sam wynikowy generuje frustrację, bo nie widzisz postępu między pomiarami. Sam procesowy potrafi się urwać z sensu – można robić piętnaście telefonów dziennie latami i nigdzie nie dojechać, jeśli nikt nie sprawdza, czy to prowadzi do wyniku.

Jak zapisać cel, żeby działał

Szablon, którego używam, ma cztery pola:

Wynik – co i do kiedy, jednym zdaniem. Po co – jedno zdanie emocjonalne, prawdziwy powód, nie ten ze spotkania. Pierwszy ruch – co robię w pierwszej godzinie pracy nad tym celem. Test dźwigni – co się realnie zmieni, gdy będzie gotowe.

Przykład z życia właściciela małej firmy. Zły cel: „poprawić marketing w tym kwartale”. Po przejściu przez cały szablon:

  • Wynik: zwiększyć liczbę leadów z formularza o 30% do końca kwartału.
  • Po co: bo teraz każdy nowy klient kosztuje mnie osobistą rozmowę, a chcę, żeby część ludzi umawiała się sama, zanim ze mną porozmawia.
  • Pierwszy ruch: dziś po południu przejrzeć ostatnich dziesięciu leadów i sprawdzić, na jakim etapie odpadają.
  • Test dźwigni: jeśli formularz zacznie kwalifikować leady sam, każda rozmowa zaczyna się od gotowego kontekstu zamiast od zera – oszczędność, która zostaje po zamknięciu kwartału.

Cztery zdania i cel przestaje być sloganem na tablicy. Ma punkt startu i sprawdzian, czy był wart roboty.

Przykłady celów SMART z trzech obszarów

Trzy przykłady, każdy w wersji złej i poprawionej.

Biznes

Zła: „zwiększyć sprzedaż”. Poprawiona: domknąć trzy nowe umowy abonamentowe do końca kwartału – bo stały przychód daje możliwość planowania zatrudnienia zamiast gaszenia dziury w budżecie co miesiąc. Pierwszy ruch: dziś wysyłam ofertę do dwóch obecnych klientów projektowych.

Zdrowie

Zła: „być zdrowszym”. Poprawiona: trzy treningi siłowe tygodniowo przez dziesięć tygodni – bo chcę mieć energię wieczorem, a nie oddawać pracy wszystko, co mam. Pierwszy ruch: dziś rezerwuję trzy sloty w kalendarzu na cały miesiąc, nie na jeden tydzień.

Nauka

Zła: „nauczyć się angielskiego”. Poprawiona: dwadzieścia minut rozmowy z lektorem online trzy razy w tygodniu przez trzy miesiące – bo za rok chcę móc prowadzić spotkanie sprzedażowe z klientem z zagranicy bez tłumacza. Pierwszy ruch: dziś umawiam pierwszy termin.

We wszystkich trzech ta sama zmiana: zła wersja to hasło. Poprawiona ma powód i pierwszy krok – dwie rzeczy, których w haśle nigdy nie ma.

Werdykt

SMART jest dobrym narzędziem do jednej roboty: domykania mglistych ustaleń z innymi ludźmi. Gdy ktoś rzuca hasło zamiast celu, pięć liter zmusza do konkretu.

Jest słabym narzędziem do wyznaczania własnego kierunku, użyty w pojedynkę. Nie odróżni celu ważnego od łatwego do zmierzenia, nie broni Cię przed ścięciem ambicji do bezpiecznego poziomu i nie zapyta, czy warto to w ogóle robić.

Większość ludzi używa go odwrotnie: poddaje mu własne ambicje, zamiast trzymać go tam, gdzie trzeba dogadać się z kimś innym. Test dźwigni i rozróżnienie wynik/proces to dwie łatki, warte dokładania, kiedy litery się już zgadzają, a cel wciąż wygląda na odhaczony kwadracik.

Jeśli dobrze zapisany cel ma się przełożyć na realny tydzień, potrzebuje jeszcze jednego kroku: planowania tygodnia metodą RPM, które rozbija go na konkretne bloki działania, zamiast zostawiać go jako intencję na tablicy.

Najczęstsze pytania

Co to są cele SMART? Cele sformułowane według pięciu kryteriów: konkretny, mierzalny, osiągalny, istotny, określony w czasie. Skrót pochodzi z literatury zarządzania i bywa rozwijany niejednoznacznie.

Co oznacza każda litera w SMART? S – Specific (konkretny), M – Measurable (mierzalny), A – Achievable (osiągalny, czasem: ambitny), R – Relevant (istotny, czasem: realistyczny), T – Time-bound (określony w czasie).

Jakie są przykłady celów SMART? Na przykład: „domknąć trzy nowe umowy abonamentowe do końca kwartału” zamiast „zwiększyć sprzedaż”, albo „trzy treningi siłowe tygodniowo przez dziesięć tygodni” zamiast „być zdrowszym”. Więcej przykładów z rozbiciem na wersję złą i poprawioną – w sekcji wyżej.

Czy metoda SMART ma wady? Tak, trzy główne: premiuje cele łatwe do zmierzenia nad ważne, litera „osiągalny” tnie ambicję w dół, a żadna z pięciu liter nie sprawdza, czy cel jest wart realizacji.

Czym różni się cel od zadania? Zadanie to pojedyncza czynność do odhaczenia. Cel to kierunek, do którego prowadzi kilka zadań naraz, z powodem, dla którego warto go realizować. Cel bez zadań zostaje sloganem, zadania bez celu – listą bez sensu.

Jak połączyć cele SMART z planowaniem tygodnia? Cel SMART daje kierunek na kwartał albo miesiąc. Planowanie tygodnia metodą RPM rozbija ten kierunek na konkretne bloki działania w kalendarzu – bez tego kroku cel zostaje intencją, którą i tak przebije pierwsze zaproszenie na spotkanie.

Chcesz wdrożyć to u siebie?

Praktyczne kursy i wdrożenia AI oraz automatyzacji. Albo zapisz się na newsletter, żeby nie przegapić nowych treści.